poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Rozdział 4



 Kolejny raz byliśmy w domu Dracona Malfoya. Jednak tym razem towarzyszył nam Ron. Początkowo wzbraniał się przed wizytą w „siedzibie wroga”, ale kiedy Harry poprosił go, aby poszedł z nami, w końcu dał się przekonać. Chcieliśmy, aby nasz przyjaciel pomógł przede wszystkim w sprawdzeniu tego, co mówi jasnowłosy mężczyzna, a później w odnalezieniu Lucjusza. Byliśmy przyzwyczajeni do wspólnego działania. Ginny także rwała się do pomocy, ale jedno moje spojrzenie zakończyło temat. Obie podejrzewałyśmy, że dziewczyna jest w ciąży, ale nie była to potwierdzona informacja. Miała się udać do magomedyka w najbliższym czasie. Dopóki nie miałyśmy stu procentowej pewności, nie mogłyśmy ryzykować. Harry i Ron jeszcze o niczym nie wiedzieli, dlatego kobieta stwierdziła, że na razie nie zaangażuje się w sprawę Malfoyów z powodu obowiązków związanych z pracą i domem.
 Gdy weszliśmy do posiadłości, właściciel domu przywitał wszystkich uściskiem dłoni. Niedowierzanie w oczach i grymas na twarzy Weasleya spowodował, że cicho parsknęłam śmiechem. Na szczęście nie skomentował tego i po chwili wahania podał rękę dawnemu wrogowi, jednak widziałam, że czuł się niekomfortowo. Stał sztywno, a jego mina zdradzała brak entuzjazmu. To on, jako jedyny z naszej trójki, nie pogodził się z Draco po procesie Ślizgona. Ja i Harry zaczęliśmy tolerować mężczyznę i po prostu nie zwracać na niego większej uwagi. Aż do teraz, kiedy musieliśmy wspólnie spędzać więcej czasu niż kiedykolwiek, ale to był jedyny sposób na rozwiązanie sprawy. Ron został zmuszony do tego, aby działać wspólnie z Draconem, zakładając, że Lucjusza Malfoya rzeczywiście porwano. Tego za chwilę mieliśmy się dowiedzieć. 
— Co was sprowadza? — zapytał gospodarz domu. Gestem zaprosił nas do salonu. Weszliśmy do pomieszczenia, do którego przez drzwi ogrodowe wpadały pierwsze, nieśmiałe promienie słońca. Było wcześnie rano, a bezchmurne niebo zwiastowało dobrą pogodę, o ile nie nastąpi nagłe oberwanie chmury. Ostatnio zdarzało się to zbyt często.
Nie mogliśmy dłużej czekać, jeżeli chcieliśmy zacząć działać. W końcu mieliśmy zyskać pewność co do prawdomówności Dracona. 
— Chcemy porozmawiać — rzekł krótko Harry.
Draco spojrzał na każdego z nas i westchnął.  
— W takim razie usiądźcie, a ja poproszę Artura, aby zrobił nam kawy. Ja sam niedawno wstałem. Jakoś nie mogłem zasnąć w nocy. A poza tym mam wrażenie, że to nie będzie krótka rozmowa. Rozgośćcie się.  — Ręką wskazał nam kanapę, a sam odszedł w kierunku kuchni. Byłam ciekawa tego pomieszczenia, ale musiałam się skupić na czymś innym.
— Trzeba działać szybko i zdecydowanie — szepnęłam do chłopaków, kiedy tylko Malfoy wyszedł z salonu. Nie chciałam, aby chłopak nas podsłuchał.
Staliśmy na środku pomieszczenia, a do wykonania mieliśmy szalenie trudne zadanie – przechytrzyć właściciela tego domu.
— Dalej nie wiem, w jaki sposób zamierzasz mu dolać veritaserum do picia, skoro on cały czas tu będzie. — Ron zerknął na mnie zza Harry’ego. Minę miał nietęgą, ale musiał mi zaufać. Usiadłam na wygodnej kanapie i uśmiechnęłam się do przyjaciół.
— To bardzo proste, Ron. Wystarczy, że poproszę Dracona, aby zaprowadził mnie do toalety. Wtedy wy wykonacie swoje zadanie. — Dłonią poklepałam miejsce obok mnie, tym samym dając im znak, aby usiedli, zanim wróci Draco.
— Świetny pomysł — zgodził się Potter i zasiadł na kanapie. Spojrzałam na niego z zadowoleniem. Z torebki wyciągnęłam niewielki flakonik i przekazałam go Harry’emu, a on schował go do wewnętrznej kieszeni tweedowej marynarki. Odkąd mój czarnowłosy przyjaciel zajął posadę szefa departamentu, zaczął się ubierać o wiele bardziej elegancko. Nie mogłam zaprzeczyć – wyglądał fantastycznie. Kobiety szalały za nim jeszcze bardziej, niż wtedy gdy był uważany za Wybrańca. Stał się przystojnym mężczyzną. Ginny wiele razy musiała opanować swoją zazdrość. Przez pracę w ministerstwie wokół Harry’ego kręciło się wiele długonogich urzędniczek. Za to Ron… cóż on zachował swój unikatowy styl. 
— A co jeżeli każe to zrobić swojemu lokajowi? — zapytał Weasley, również usadawiając się na kanapie.
— Wtedy… — zaczęłam, ale urwałam, bo ujrzałam, że wraca właściciel domu.
Plan był wyjątkowo prosty. Poprzednim razem nie wykorzystałam eliksiru, ponieważ Malfoy, mówiąc wprost, zwiał mi sprzed nosa. W normalnej sytuacji oddałabym buteleczkę z veritaserum z powrotem do magazynu, ale kompletnie wyleciało mi to z głowy. Rzadko mi się to zdarzało, jednak tym razem cieszyłam się z tego powodu. Wciąż nie mieliśmy pewności, czy Ślizgon mówi prawdę. Dlatego postanowiliśmy, że „pomożemy” mu ją wyznać. Przekonałam się, że Draco jest wyjątkowo gościnny i miałam pewność, że zaproponuje nam coś do picia. Problem był tylko jeden – jak się go pozbyć, żeby dolać do jego szklanki odpowiednią porcję eliksiru? Długo nad tym wczoraj myślałam, aż w końcu wpadłam na ten, nieskromnie mówiąc, sprytny pomysł.
Draco usiadł naprzeciwko nas.
— Artur zaraz przyniesie kawę. Przepraszam, w sumie nie zapytałem, na co macie ochotę — zaśmiał się, drapiąc się po głowie. — Przez tę całą sytuację jestem bardzo rozkojarzony. Chciałbym, aby mój ojciec cały i zdrowy wrócił już do domu. Trudno mi uspokoić matkę. Bardzo cierpi, nie wie, co ze sobą zrobić. Najchętniej wzięłaby różdżkę do ręki i sama zaczęła szukać Kasjusza, ale nie jest w stu procentach zdrowa. Znajduje się pod stałą opieką magomedyka, a ja mam nadzieję, że to nic poważnego.
— Zapewniam cię, że wszyscy chcemy zakończyć to śledztwo powodzeniem. — Harry uśmiechnął się do niego delikatnie, a ja pokiwałam głową, potwierdzając słowa Pottera.
— Dziękuję, że zgodziliście się mi pomóc.
Na te słowa nikt już nie odpowiedział, ponieważ do salonu wszedł lokaj Malfoya. Niósł tacę z czterema filiżankami. Były one z białej porcelany ozdobionej maleńkimi, srebrnymi aplikacjami. Wyglądały skromnie, ale niezwykle elegancko. Mężczyzna postawił kawę przed każdym z nas, a na środku stolika cukierniczkę i dzbanuszek z mlekiem. Po tym skłonił się delikatnie i odszedł.
Wzięłam do ręki stojący przede mną napój i upiłam mały łyk. Zawsze piłam czarną kawę bez żadnych dodatków. Jednak ta była wyjątkowo pyszna, lokaj Draco musiał użyć do jej zaparzenia najlepszych ziaren, zapewne bardzo drogich. Mogłam się pokusić o stwierdzenie, że nigdy nie spróbowałam lepszej. Delikatnie odłożyłam filiżankę na spodek i spojrzałam na Dracona.
— Mogę skorzystać z toalety? — zapytałam, grzecznie uśmiechając się w jego stronę. W końcu przyszedł czas, aby wcielić nasz plan w życie. Trochę się denerwowałam, czułam, że serce delikatnie przyspieszyło swoją pracę. Zdawałam sobie sprawę z tego, że nie możemy się pomylić, a tym bardziej wpaść. Gdyby Draco odkrył, co chcemy zrobić, albo przyłapałby nas na tym… Nawet nie chciałam myśleć o konsekwencjach.
— Oczywiście. — Wstał i wyszedł zza stolika. — Ta na dole jest jeszcze w remoncie, ale możesz skorzystać z tej na górze — dodał i wskazał mi ręką schody prowadzące na piętro. Przez chwilę myślałam, że nie ma zamiaru mnie tam zaprowadzić, ale na szczęście ruszył tuż za mną. Ukradkiem spojrzałam jeszcze na moich przyjaciół. Muszą się pospieszyć. Mają niewiele czasu.
Stanęłam tuż za ostatnim stopniem i spojrzałam wyczekująco na gospodarza.
— Chodź. — Położył dłoń na dole moich pleców, kolejny raz wywołując u mnie dreszcze i delikatnie poprowadził szerokim korytarzem, który był ozdobiony pięknymi obrazami. Jeden w szczególności przykuł moje spojrzenie – przedstawiał nadmorski krajobraz, plażę otaczały skały i las, na piasku leżały konary drzew najpewniej wyrzucone przez morze. W sercu malowidła znajdowało się zachodzące słońce. Uwielbiałam patrzeć na różne odcienie pomarańczowego koloru pojawiającego się na niebie, a później na gwiazdy. Dzieło przypomniało mi o wakacjach, które jako dziecko spędzałam z rodzicami. Z uśmiechem na twarzy wspomniałam te wszystkie radosne chwile.
Otworzył trzecie drzwi po lewej stronie i spojrzał na mnie.
— Dalej chyba poradzisz sobie sama. — Tym razem na jego twarzy zagościł typowo malfoyowski uśmieszek.
— Sądzę, że tak — zaśmiałam się. Patrzyłam na niego, chcąc zatrzymać go przy mnie jak najdłużej. Wiedziałam, że na dodanie eliksiru do kawy Malfoya nie potrzeba wiele czasu, ale wolałam mieć pewność, że wszystko się uda.
— W takim razie widzimy się na dole. — Skinął głową i zaczął odchodzić. Jak go zatrzymać jeszcze przez chwilę?
— Malfoy? — wydusiłam z siebie.
— Tak? — zapytał. Odwrócił się w moją stronę.
— Dlaczego zacząłeś się do mnie zwracać po imieniu? — zapytałam. Próbowałam się domyślić, jaki jest tego powód, jednak kompletnie mi to nie wychodziło. A teraz, skoro potrzebowałam zatrzymać Malfoya, wykorzystałam okazję do upieczenia dwóch pieczeni na jednym ruszcie.
— Z tego samego powodu, dla którego nigdy nie przestałem być Śmierciożercą — odpowiedział krótko, wzruszając ramionami. Spojrzałam na niego zaskoczona i przerażona jednocześnie. Czy on właśnie mi się przyznał, że dalej jest zwolennikiem ciemnej strony?! — Po prostu nigdy tak naprawdę nim nie byłem — dokończył, a ja zamknęłam usta. Serce waliło mi jak szalone. Nic z tego nie rozumiałam.
— Możesz mi, proszę, wyjaśnić swoje zagadkowe słowa?
— Nigdy nie pragnąłem i nie byłem prawdziwym Śmierciożercą, dlatego nie mogłem przestać nim być.
— Powiedzmy, że to rozumiem — powiedziałam powoli — ale co to ma wspólnego z twoim sposobem zwracania się do mnie? — zapytałam, jednocześnie próbując się uspokoić.
— Zawsze chciałem się do ciebie zwracać Hermiono, ale… — Pokręcił głową. — Zresztą nieważne, może kiedyś będę mógł ci to lepiej wytłumaczyć. — Uśmiechnął się do mnie delikatnie. — Myślę, że poradzisz sobie sama. Czekam na dole — powiedział i odszedł.
Stałam na środku korytarza i przetwarzałam w głowie jego słowa Zawsze chciałem się do ciebie zwracać Hermiono… Westchnęłam i weszłam do łazienki – nic z tego nie rozumiałam. Podeszłam do umywalki wbudowanej w szafkę. Na ścianie wisiało wielkie lustro w złotej, ozdobnej ramie. Spojrzałam na swoje lustrzane odbicie i poklepałam się po policzkach. Chciałam zmusić mój mózg do intensywniejszej pracy, ale nie szło mi najlepiej. Odczekałam kilka minut,  spuściłam wodę w toalecie i umyłam ręce dla niepoznaki. Wychyliłam się ostrożnie zza drzwi. Rozejrzałam się. Uff, nie było nikogo. Jak gdyby nigdy nic zeszłam na dół. Moi towarzysze wciąż siedzieli na kanapie, naprzeciwko naszego dawnego wroga. Spokój na ich twarzach zdradzał wszystko – udało im się. Zajęłam miejsce obok Harry’ego i wzięłam do ręki filiżankę z kawą. Uśmiechnęłam się do delikatnie i zaczęłam ją pić.
— Skoro jesteśmy w komplecie, mogę w końcu wam powiedzieć to, czego się dowiedziałem w sprawie szpiega w ministerstwie — powiedział Draco.
Zakrztusiłam się napojem i odłożyłam go na stolik.
— Wiesz, kim jest? — zapytałam. Patrzyłam na Malfoya, mając nadzieję, że zna więcej faktów niż ostatnio.
— Niestety nie — odpowiedział. — Jednak wpadłem na pomysł, jak się tego dowiedzieć. — Z radością patrzyłam, jak bierze do ręki kawę i pije ją powoli. — Znacie Teodora Notta, prawda? — zapytał, odkładając swoją filiżankę na stolik stojący przed nim.  
— Oczywiście — odparł Harry.
Czekałam niecierpliwie na kolejne słowa Draco. Nie mogłam stwierdzić, czemu pyta o swojego kolegę ze szkolnych lat. Z tego co wiedziałam, chłopak starał się o pracę uzdrowiciela w szpitalu Św. Munga. Znałam niewiele faktów związanych z Nottem, odkąd pamiętałam, był samotnikiem. Podejrzewałam, że nawet Draco, z którym się przyjaźnił, wiedział o nim bardzo mało.
— Jego ojciec założył stowarzyszenie na rzecz pomocy czarodziejom, którzy stracili swoich bliskich podczas rządów Voldemorta. Mimo, że od zakończenia wojny minęły już dwa lata, ludzie wciąż potrzebują wsparcia zarówno finansowego jak i mentalnego. Poza tym starają się także niwelować prześladowanie czarodziejów pochodzenia mugolskiego. Nazwa stowarzyszenia to Lumos. Nie do końca wierzę w jego szczere intencje, bardziej chodzi o poprawę wizerunku, ale Teo zdecydowanie angażuje się w pracę organizacji.
Patrzyłam na mówiącego mężczyznę z szeroko otwartymi oczami. Nigdy nie słyszałam o Lumos, ale skoro Draco jest pod wpływem veritaserum… to znaczy, że mówi prawdę.
— Od jak dawna działa Lumos?
— Dopiero zaczynają swoją działalność — odpowiedział krótko.
— A co to ma właściwie wspólnego ze sprawą szpiega czy twojego ojca? — zapytał Ron. Po raz pierwszy dzisiaj odezwał się wprost do Dracona.
— Bardzo wiele. Widzicie, tata Theodora nie jest najcnotliwszym człowiekiem na świecie, ale może nam się na coś przydać. W przyszłą sobotę organizuje bal charytatywny. Będzie na nim śmietanka towarzyska byłych Śmierciożerców. Wszyscy najbogatsi, którzy starają się za wszelką cenę przywrócić swoje dobre imię, ale niekoniecznie są uczciwi… Będzie im się wydawać, że są u siebie i mogą się czuć swobodnie, a to w połączeniu z alkoholem być może sprawi, że powiedzą coś, co nam się przyda w wytropieniu szpiega. — Draco skończył mówić i czekał na naszą reakcję. Przetwarzałam w głowie, to co powiedział.
— Naprawdę sądzisz, że będą o tym rozmawiać w, jakby nie było, publicznym miejscu? — spytałam.
— Uwierz mi, oni kochają pić i, co dziwne, plotkować. To dla nas wyśmienita i być może niepowtarzalna okazja, aby poznać prawdę — dodał.
 — A co z Kasjuszem? — dopytałam. Ron i Harry zerknęli na mnie. Ja wpatrywałam się uważnie w Draco. Jaka będzie jego odpowiedź po wypiciu veritaserum?
— Jestem pewien, że to on porwał mojego ojca. Kilka osób potwierdziło, że jakiś mężczyzna rozpytywał o Lucjusza Malfoya. Jego opis pasuje idealnie. Niestety nie wiem, w jaki sposób mogę dotrzeć do niego. Rozpłynął się w powietrzu — odpowiedział ze smutkiem w oczach.
A jednak. Nasz dawny wróg i prześladowca nie kłamał. Jak bardzo się zmienił?
— Skoro twierdzisz, że robi to z zemsty, to prędzej czy później odezwie się do ciebie. Inaczej to wszystko nie miałoby sensu — stwierdził Harry.
— No właśnie, jeżeli chce się na tobie odegrać za to, co wydarzyło się między waszymi ojcami, musi przyznać się do porwania Lucjusza. Nie wiemy, o co dokładnie chodzi, być może o pieniądze? — poparłam przyjaciela.
— Widzę, że podchodzicie do tego bardzo optymistycznie — powiedział z kwaśnym uśmiechem na twarzy — ale sądzę, że on pragnie, abym poczuł to samo co on, żebym zobaczył jak to jest nie mieć ojca…
Nigdy nie sądziłam, że będę współczuła komuś, kto tak bardzo skrzywdził mnie i moich bliskich. A jednak blondyn wywoływał we mnie dziwne uczucia, takie których nie powinien…
— Nie możesz myśleć w ten sposób — szepnęłam. W moich oczach zebrały się łzy. Przez jakiś czas żyłam bez rodziców, nie miałam pewności, że jeszcze kiedyś ich zobaczę. Doskonale wiedziałam, co teraz dzieje się w głowie Dracona. — Musisz walczyć do samego końca. Może kiedy Kasjusz dowie się o tym, że twój tata wspierał jego i Gemmę, zmieni zdanie. Przekona się, że Lucjusz nie pragnął śmierci swojego brata, a po prostu bał się waszego dziadka.
— Wątpię, aby się tak stało. Jego matka zaraziła go nienawiścią do nas, ale zapewniam cię, że się nie poddam. Odnajdę ojca, choćbym miał go szukać przez resztę swojego życia — odpowiedział, patrząc prosto w moje oczy.
— A my ci w tym pomożemy — dodałam, na co on kiwnął głową.
— W takim razie bierzmy się do roboty — powiedział Draco i zerwał ze mną kontakt wzrokowy. — Bal odbędzie się w przyszłą sobotę w głównej posiadłości Nottów. Dostałem zaproszenie dla dwóch osób.
— Kto z tobą pójdzie? — zapytałam, a w duchu zganiłam się za to pytanie. Co cię to interesuje, Granger?! Jest dorosłym mężczyzną i to oczywiste, że kogoś ma. Każdy człowiek odczuwa potrzebę bliskości, nawet Malfoy. Zresztą to byłoby dziwne, gdyby młody i przystojny Ślizgon był samotny. Poczułam się głupio, ponieważ brakowało mi namiętności, kompatybilności dusz, po prostu drugiej osoby. Zazdrościłam mu.
— Normalnie poszedłbym z kimś innym, ale, jak mniemam, chcecie mieć wiadomości z pierwszej ręki na temat szpiega… Dlatego jestem zmuszony zmienić swoje plany co do partnerki na bal. 
Spojrzałam na moich kompanów, bo nie bardzo rozumiałam, o co chodzi blondynowi. Harry popatrzył na mnie z uśmieszkiem na twarzy. Z kolei twarz Rona wyrażała więcej niż tysiąc słów. Był z czegoś wyraźnie niezadowolony. Tylko z czego? Odwróciłam wzrok w stronę Draco. Mężczyzna patrzył na mnie z wyczekującym wzrokiem.
— Mogę wiedzieć, czemu tak się na mnie gapicie? — zapytałam, mając dość tej dziwnej ciszy i uśmieszków.

— To chyba jasne, Hermiono — zaśmiał się Harry. — Pójdziesz z Draco na bal.





                                        
Betowała: Agrat bat Machlat <3 

Czwarty rozdział za nami! Jak Wam się podobał? Sądzicie, że Hermiona zgodzi się pójść z Draco na bal? ;) 


Jeżeli jeszcze nie wiecie, to opowiadanie można czytać także na Wattpadzie. Nowy rozdział wstawiany jest z jednodniowym opóźnieniem. :D

Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie! <3


niedziela, 30 lipca 2017

Rozdział 3


— Jak to został porwany? — zapytałam z niedowierzaniem. Spojrzałam na Harry’ego, który był tak samo jak ja zaskoczony słowami Dracona Malfoya.
Siedzieliśmy w salonie naszego dawnego wroga i prowadziliśmy prawdopodobnie  najdziwniejszą rozmowę w życiu. Jednak nie było innego wyjścia, skoro pragnęliśmy poznać prawdę. Nie wiedziałam tylko, co dzieje się w głowie Draco. Albo udawał, albo naprawdę się zmienił odkąd widziałam go po raz ostatni. Obiecałam sobie, że zaraz po zakończeniu tego spotkania muszę porozmawiać z Ginny. Zżerała mnie ciekawość. Nie mogłam uwierzyć, że mężczyzna ma wydawnictwo działające również w świecie mugoli.
Zobaczyłam, jak Ślizgon wzdycha i pociera twarz dłońmi. Dopiero teraz zorientowałam się, że wygląda na wykończonego – miał podkrążone oczy i siedział przygarbiony. Dzisiejszy dzień musiał być dla niego trudny.
— Najlepiej będzie, jeżeli opowiem wam wszystko od początku. Tylko tak zrozumiecie całą sytuację i być może zgodzicie się mi pomóc. Nie będę ukrywał, że właśnie na to liczę — odpowiedział chłopak, patrząc na nas smutnym wzrokiem. Draco chce naszej pomocy? Coś tu śmierdzi.
— W takim razie zamieniamy się w słuch — powiedział Harry, chcąc zachęcić Malfoya do mówienia. W końcu. Oboje się już niecierpliwiliśmy i pragnęliśmy poznać rozwiązanie tej zagadki.
— Dwa lata temu udało się pokonać Voldemorta. Sądziłem, że wraz z jego upadkiem zakończą się wszystkie moje problemy. Niestety było zupełnie inaczej. Najpierw proces ojca, później mój. Mama wszystko bardzo przeżywała, w szczególności brak męża, który w końcu po tylu latach postanowił stworzyć normalną, kochającą się rodzinę. — W oczach Dracona ujrzałam ból, a jednocześnie pragnienie bliskości. Malfoy i bliskość?!
— Kontynuuj — poprosił Harry, gestykulując dłońmi. Nachylił się w stronę mężczyzny, a ramiona oparł na kolanach.
— Wszystko zmieniło się, kiedy on wrócił — rzekł Ślizgon, bawiąc się swoimi palcami u rąk.  
— On? — zapytałam, patrząc na niego uważnie. — Kogo masz na myśli?
— Kasjusza. Kasjusza Malfoya — odpowiedział, a ja spojrzałam na mojego przyjaciela z szeroko otwartymi oczami. Nigdy nie słyszałam o tym mężczyźnie. Przecież Draco nie miał rodzeństwa, a o innych żyjących potomkach rodu Malfoyów nikt nie wiedział.
— Kim jest ten mężczyzna? — spytał Harry, patrząc prosto na chłopaka.
— Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że masz brata, Malfoy? — zapytałam, zanim Ślizgon zdążył odpowiedzieć na pytanie Pottera. 
— Nie, to nie mój brat, lecz kuzyn, o którego istnieniu wie tylko kilka osób — odpowiedział zachrypniętym głosem. Ze stołu wziął szklankę i nalał sobie do niej wody. Kiedy już się napił, kontynuował swoją wypowiedź. — Mój ojciec miał brata Wiktora, który poważnie zachorował, kiedy miał dwadzieścia pięć lat. Nie było go stać na kosztowne leczenie. Zwrócił się o pomoc do mojego taty, ale ten w obawie przed dziadkiem odmówił. Wkrótce stryj zmarł. Jego syn Kasjusz miał wtedy zaledwie cztery lata. Gemma – żona Wiktora – nigdy nie była, delikatnie mówiąc, lubiana przez członków naszej rodziny, ponieważ była szlamą. Wszyscy uważali, że brat taty splamił honor rodziny Malfoyów. Dziadek wydziedziczył go i usunął z drzewa genealogicznego. Jakimś cudem wszyscy zapomnieli, że kiedykolwiek należał do naszego rodu.
Razem z Harrym siedzieliśmy na kanapie jak spetryfikowani. Poznaliśmy historię Malfoyów, o której nikt nie wiedział. Kasjusz wychowywał się bez ojca – Potter doskonale znał to uczucie. Spojrzałam na przyjaciela. Patrzył prosto na Dracona. Byłam ciekawa, co się teraz dzieje w jego głowie.
— Powiedzmy, że wierzymy w istnienie twojego kuzyna — powiedziałam — ale jaki to ma związek ze zniknięciem twojego ojca?
— Kasjusza wychowała matka, która nie posłała go do Hogwartu. Całą winą za śmierć męża obwiniła swojego szwagra. Pragnęła zemsty. Wpoiła w syna, że jesteśmy okrutni i nie zasługujemy na litość. Ostatni raz widziałem go na ulicy Pokątnej, kiedy miałem może czternaście lat. Kuzyna rozpoznałem bez problemu, całą urodę odziedziczył po matce. Czarne włosy i oczy ciemne jak noc. Był niezwykle tajemniczym człowiekiem. Zapewniam was, że nie ucieszył się na mój widok. Poprzysiągł zemstę na rodzinie Malfoyów. Jednak było coś, o czym nie wiedział – tata co miesiąc przesyłał jego matce pieniądze, łożył na jego utrzymanie. Oczywiście robił to w największej tajemnicy. Nawet Gemma nie wiedziała, od kogo są te podarunki. Cierpiał po śmierci brata i miał wyrzuty sumienia. Nigdy nie wybaczył sobie tego, że uległ ojcu. Owszem, miał swoje przekonania związane z czystością krwi, ale Kasjusz był jego bratankiem. Nie mógł się zachować inaczej. Wkrótce chłopak razem z matką uciekli z Wielkiej Brytanii. Pewnie się domyślacie dlaczego. Powrót Voldemorta. Gemma była brudnej krwi. — Wzdrygnęłam się, słysząc te słowa, które przywołały straszne wspomnienia. — Nie mogła tu zostać, jeżeli chciała przeżyć — dokończył Draco.
Kobieta musiała uciekać z powodu swojego statusu krwi. Wiedziałam, co czuła.
— Sądzisz, że to on porwał twojego ojca? — zapytał Harry, patrząc uważnie na Ślizgona.
— Ja to wiem — odpowiedział Malfoy i wstał z kanapy. Podszedł do kominka, nad którym wisiał portret uwieczniający Draco i jego rodziców. Dopiero teraz dotarło do mnie, że obraz nie jest magiczny. Postacie znajdujące się na nim stały w bezruchu. To dziwne, pomyślałam. Zwłaszcza, że przedstawiał członków szlachetnego rodu czarodziejów, którzy od pokoleń zarzekali się co do czystości ich krwi. Jak się okazało, nawet Malfoyowie nie dochowali „czystości”.
— Kto go namalował? — spytałam, stając obok czarodziejskiego arystokraty. Intrygowały mnie zmiany w zachowaniu Dracona. Wydawało mi się, że wydoroślał. Już nie był tym samym napuszonym nastolatkiem, którego zapamiętałam z Hogwartu. Oczywiście sarkazm wciąż towarzyszył jego wypowiedziom, ale mówił zdecydowanie ciszej i wolniej – bardziej dostojnie. Przestał się ubierać na czarno, teraz zakładał eleganckie stroje, które sprawiały, że był jeszcze bardziej przystojny. Chwila, czy ja pomyślałam, że jest przystojny?
— Mugol, który mieszka w pobliskiej wiosce. Śmierciożercy zabili jego żonę. Został sam z trójką dzieci. Zapłaciłem mu za niego ogromną sumę pieniędzy. Zapewniam cię, że teraz stać go na to, aby wiódł spokojne życie bez pracowania gdziekolwiek.
Tym Draco powalił mnie już kompletnie. Dobroczynność z jego strony była dla mnie czymś, czego się w ogóle nie spodziewałam. Czy Malfoy zaczął się kierować w życiu także sercem? I od kiedy Ślizgon pomaga mugolom?!
— Naprawdę myślisz, że to Kasjusz porwał twojego ojca? — zapytałam, wracając do głównego tematu naszej wizyty.
— Kiedy tylko powiedzieliście, że tata uciekł z Azkabanu, wiedziałem, że coś jest nie tak — odpowiedział. — Teleportowałem się w pewne, powiedzmy, szemrane miejsce. Tam spotykają się dawni zwolennicy Voldemorta. Nie zareagowali optymistycznie na mój widok, ale rozmowa z kilkoma osobami uświadomiła mi, że nie mają nic wspólnego ze zniknięciem ojca. Jeden z nich powiedział coś, czego obawiałem się od dawna – pewien młody mężczyzna szukał Lucjusza Malfoya. Kiedy opisał go, nogi ugięły się pode mną. To mógł być tylko Kasjusz.
— Czekaj, powiedziałeś, że on nigdy nie chodził do magicznej szkoły. W takim razie skąd u niego tak wielka moc, aby porwać jednego z lepiej strzeżonych czarodziejów z Azkabanu? — zapytałam.
— Jego matka była niezwykle mądrą i potężną czarownicą. Zresztą powinnaś o niej słyszeć, Hermiono. — Kolejny raz zwrócił się do mnie w ten sposób. O co mu chodziło? Próbował się podlizać?
— Jakie było jej panieńskie nazwisko? — zapytałam, ignorując to, że powiedział moje imię zamiast nazwiska czy obelgi.
— Vane. Nazywała się Gemma Vane — powiedział, a ja poczułam, jak kolejny raz szczęka opada mi do samej podłogi. Matka Kasjusza była mi doskonale znana.
— Kim była ta kobieta? — spytał Harry. Nie zdziwiła mnie jego niewiedza. Zawsze był pochłonięty głównie ściganiem Śmierciożerców, Quidditchem i Ginny.
— Jednym z najlepszych uzdrowicieli w historii. Osiągnęła bardzo wiele w Stanach Zjednoczonych, zreformowała ich system leczenia, stworzyła wiele eliksirów, które obecnie są wykorzystywane w szpitalach na całym świecie. Malfoy ma rację, nazywając ją potężną — odpowiedziałam, patrząc na mojego przyjaciela.
— Skoro była uzdrowicielem, to dlaczego sama nie próbowała wyleczyć Wiktora? — zapytał Potter, kierując swój wzrok w stronę Dracona, który obecnie stał tuż obok mnie. Zdecydowanie za blisko, dlatego zrobiłam mały krok w bok. Malfoy spojrzał na mnie ukradkiem, zanim odpowiedział Harry’emu.
— Z tego co wiem, została uzdrowicielem dopiero po śmierci męża, ale nie mam pojęcia, czym zajmowała się wcześniej. Musielibyście zapytać mojej matki — powiedział.
Zapadła cisza. Po minie Harry’ego widziałam, że intensywnie myśli, podobnie jak ja.  Próbowałam sobie wszystko ułożyć w głowie, ale okazało się to niezwykle trudne. Kasjusz, kuzyn Draco, tak jak jego matka, obwinia Lucjusza za śmierć swojego ojca. Pragnąc zemsty, porywa starszego Malfoya z Azkabanu. Pytanie brzmi: Po co? Chce go zabić? Torturować?
Spojrzałam na Dracona, który z powrotem usiadł na kanapie i zakrył twarz dłońmi. Był zmęczony, zresztą nie tylko on. Ja sama byłam wykończona. Jednak wiedziałam, że to nie koniec wieczoru.
— Napisałeś na kartce, że w ministerstwie jest szpieg. Kogo masz na myśli? — zapytałam wprost, patrząc Malfoyowi w jego szare oczy.
— Nie powiedzieli mi, kim jest. O szpiegu dowiedziałem się przypadkiem, szukając wiadomości o ojcu, natomiast co do podsłuchu, to nie mam pewności — odpowiedział — ale mogę się postarać zdobyć więcej informacji. Jednak coś za coś.
— Stary Malfoy wraca, już myślałem, że jesteś chory czy coś — zaśmiał się Potter. Uśmiechnęłam się na słowa przyjaciela. Zdecydowanie Draco zachowywał się dziwnie. Może się zakochał? Przegoniłam szybko tę myśl z głowy i spojrzałam na Ślizgona, czekając na to, co powie.
— Pomożecie mi odnaleźć mojego ojca, ale bez udziału ministerstwa — powiedział, wstając z kanapy. Ruszył w moją stronę, co bardzo mnie zaskoczyło. — Proszę — dodał, patrząc mi w oczy. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Poczułam, jak całe moje ciało przechodzą dreszcze wywołane jego przeszywającym spojrzeniem. Miał piękne, szare oczy, w których ujrzałam ogromny smutek, ale i determinację. Wreszcie po kilku sekundach, które dla mnie trwały wieki, zwrócił się w stronę Harry’ego.
— Jak możemy to zrobić? Jestem szefem Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Współtworzę ministerstwo — stwierdził Potter, również podnosząc się z kanapy.
— Im mniej osób będzie wiedzieć o tym, że mi pomagacie, tym lepiej. Zwiększy się prawdopodobieństwo odnalezienia Kasjusza, a tym samym mojego ojca — powiedział Malfoy, stając naprzeciwko mężczyzny. Widziałam, jak tworzą się zmarszczki na jego czole, musiał intensywnie myśleć. Sprawa była niejasna, pełna wątpliwości.
— Pomożemy ci odnaleźć Lucjusza — odrzekł po dłuższej chwili Harry — ale muszę wtajemniczyć w to jeszcze kilka innych osób. W ten sposób zwiększymy pole działania i nasze możliwości. A ty zdobędziesz informacje dotyczące szpiega w ministerstwie. I pamiętaj – twój dom wciąż będzie pod obserwacją, także jeden fałszywy krok wystarczy, abym przestał być dla ciebie miły.
Nie byłam przekonana co do słuszności decyzji podjętej przez Pottera. Nie ufałam Malfoyowi. Może gdyby wciąż zachowywał się nieuprzejmie i złośliwie, ale nie, on był grzeczny i poprosił nas o pomoc. Poprosił! Malfoy!
— Zgoda — powiedział Draco i uścisnął dłoń mojego przyjaciela.
Będziemy mieli kłopoty, czułam to.


*

— Poprosił was o pomoc?! — krzyknęła Ginny siedząca razem ze mną na sofie w domu jej i Harry’ego. Po wojnie Potter wrócił na Grimmauld Place i razem ze swoją dziewczyną wyremontowali budynek, który chłopak odziedziczył po swoim ojcu chrzestnym – Syriuszu.
— Tak! I na dodatek był dla nas cholernie miły, rozumiecie? — powiedziałam, gestykulując ręką.
— To niewiarygodne — stwierdził Ron. On i Harry zajmowali dwa fotele po przeciwnej stronie stolika kawowego. W rękach trzymali butelki piwa kremowego. Był już późny wieczór, a ja i Potter niedawno wróciliśmy z posiadłości Dracona Malfoya.
— Co zamierzacie? Pomożecie mu? — dopytywała rudowłosa dziewczyna, patrząc na mnie i swojego ukochanego.
— Obawiam się, że nie mamy wyboru — odpowiedziałam z niechęcią w głosie. Tylko w ten sposób mogliśmy rozwikłać tę zagadkę i dotrzeć do byłych śmierciożerców. Wiedziałam, że Harry’emu bardzo na tym zależy. Zresztą nie tylko on pragnął, aby w końcu dosięgła ich sprawiedliwość. Wszyscy dążyliśmy do utrzymania pokoju na świecie.
Spoglądałam na moich przyjaciół i zastanawiałam się, jak wyglądałoby moje życie bez nich. Ginny była dla mnie młodszą siostrą, której nigdy nie miałam. Nauczyła mnie wielu rzeczy, między innymi wytrwałości. Wprowadziła mnie w kobiecy świat. Pokazała, że istnieje coś więcej niż tylko książki i nauka.
Ron udowodnił mi, że można pokonać swoje lenistwo – oczywiście nie zawsze. Co za dużo, to nie zdrowo! Denerwował mnie, ale też rozśmieszał. Wyedukował w grze w szachy – a przynajmniej tak mu się wydawało. Wciąż miałam trudności z polubieniem tego sportu. Mimo naszego rozstania, zawsze mogłam na niego liczyć.
Harry był moim bohaterem. Nigdy nie powiedziałam mu, jak bardzo go podziwiam. Nie miał rodziny, a jako dziecko musiał się zmierzyć z potężnym czarnoksiężnikiem, który pragnął go zabić. Bardzo się zmienił przez te dwa lata od zakończenia bitwy o Hogwart. Zapuścił brodę, został szefem jednego z ważniejszych departamentów w ministerstwie. Wyglądał bardziej męsko niż kiedykolwiek. Ale zmiany nie dotyczyły wyłącznie wyglądu – Harry wydoroślał i spoważniał. Oczywiście dalej śmieszkował z Ronem, jednak teraz inaczej patrzył  na świat.
Wszyscy troje odmienili moje życie na lepsze. Byli dla mnie rodziną. Gdyby wojna sprawiła, że któregoś z nich by zabrakło…
Potrząsnęłam głową, odganiając złe myśli i z powrotem włączając się do rozmowy.
— Pomożemy mu, a wy nam — powiedział Harry. — Rozwiążmy wspólnie tą zagadkę jak za dawnych, szkolnych lat — zaśmiał się.
— Zróbmy to! — zgodziła się Ginny z szerokim uśmiechem na twarzy. Wiedziałam, że była podekscytowana. Lubiła, kiedy się coś działo, a od kilkunastu miesięcy poświęcała się głównie w domu i grze w Quidditcha. Pragnęła odmiany.
Wszyscy spojrzeliśmy na jej brata, który się nie odezwał.  
— Masz wątpliwości, Ron? — zapytałam, spoglądając na niego ze smutkiem.
— A ty nie, Hermiono? — odpowiedział pytaniem na pytanie, nie uśmiechając się, Na jego twarzy zagościł grymas dezaprobaty, którego wyjątkowo nie lubiłam. Czułam się, jakbyśmy znowu byli razem i jakbym przekroczyła kolejną wyimaginowaną granicę.
— Wszystko to jest pełne wątpliwości. Ja sama je mam. Nie ufam Malfoyowi i wątpię, by to się prędko zmieniło. Po tylu latach w Hogwarcie, kiedy traktował nas jak śmieci, to normalne. Jednak mam wrażenie, że znalazł się w sytuacji bez wyjścia i szczerze wyraził pragnienie uzyskania pomocy w odnalezieniu ojca. Może warto nie patrzeć w przeszłość i znaleźć Lucjusza Malfoya? Poza tym obiecał nam, że dowie się, kto jest szpiegiem w ministerstwie, a to jest niezwykle ważne — powiedziałam, patrząc prosto w jego niebieskie oczy, którymi kiedyś byłam tak bardzo zauroczona. Wciąż miałam wrażenie, że zagląda nimi głęboko w moją duszę. Dawniej nie potrafiliśmy dojść do porozumienia, ale od kilku lat przychodziło nam to o wiele łatwiej.
— Nie wiem — powiedział, pocierając dłonią twarz. On również się zmienił. Stał się bardzo postawnym mężczyzną. — Po prostu mam wrażenie, że to kolejna zagrywka Malfoya i skończymy z palcem w nosie. Jaką mamy gwarancję, że w ministerstwie rzeczywiście jest szpieg? Może wymyślił to na poczekaniu, żebyśmy mu pomogli? A może jego ojciec wcale nie został porwany? Uważam, że Draco po prostu odwraca naszą uwagę.
Spojrzeliśmy na siebie. Ron miał rację. Nikt z nas nie mógł w pełni zaufać Malfoyowi.
— Istnieje rozwiązanie — powiedziałam, spoglądając na moich przyjaciół. Patrzyli na mnie uważnie. Czułam, że możemy zapewnić sobie komfortowe położenie w sytuacji za pomocą jednej małej rzeczy.
— Co masz na myśli? — zapytał zaciekawiony Harry.
— Veritaserum — odpowiedziałam z małym uśmieszkiem na twarzy, jakby to było oczywiste. 


                                            

Betowała: Agrat bat Machlat

Po dość długim czasie powracam z trzecim rozdziałem. Dzieje się? Jak sądzicie, w jaki sposób Hermiona i Harry podadzą Draco veritserum? I jaki naprawdę okaże się Kasjusz Malfoy? Czy to rzeczywiście on porwał Lucjusza? ^^
Zapraszam do komentowania! :D 


czwartek, 6 lipca 2017

Rozdział 2


Siedziałam na biurku w gabinecie Harry’ego, a on sam przechadzał się po pomieszczeniu. Zawsze tak robił, kiedy intensywnie myślał. Wzrok miał skierowany w dół, a dłońmi co chwilę poprawiał grzywkę opadającą na czoło. Ginny od miesiąca próbowała go zaciągnąć do fryzjera, ale on był uparty jak osioł. Fotel Pottera zajmował Ron, który zasłonił twarz dłońmi, jakby chciał się przed nami ukryć. Po chwili odsłonił ją, a do ręki wziął leżące na biurku listy gończe. Na jednym z nich znajdowała się twarz Lucjusza, a na drugim Dracona Malfoya. Cały kraj wiedział, że są poszukiwani. Od ucieczki młodszego mężczyzny minęło wiele godzin. Słońce zdążyło już zajść za horyzont, a my zapaliliśmy światło, aby móc pracować, jednak w ogóle nam to nie wychodziło. Czuliśmy się kompletnie bezradni i sfrustrowani tym wszystkim. Próbowaliśmy rozgryźć tę zagadkę, a ja dalej nie mogłam sobie darować, że dałam zwiać tej tchórzofretce. Sprawa była beznadziejna – przesłuchaliśmy kilkanaście osób, w tym służbę Malfoyów, jednak nawet po podaniu veritaserum nie dowiedzieliśmy się niczego, co pomogłoby nam w ich odnalezieniu. Mężczyźni rozpłynęli się w powietrzu. Pozostało nam tylko czekać, aż wydarzy się coś jeszcze gorszego. Czy Lucjusz okłamywał nas cały czas? Może nigdy nie chciał opuścić Azkabanu i wrócić do rodziny? Zadawałam sobie wiele pytań, ale nie umiałam odpowiedzieć na żadne z nich. 
— Ta gnida musiała wiedzieć, że jego ojciec planuje ucieczkę. Na pewno mu w niej pomógł — powiedział mój rudowłosy przyjaciel.
— Załóżmy, że masz rację, ale w jaki sposób to zrobili? Doskonale wiesz, że Azkaban jest pilnie strzeżony — odpowiedziałam, patrząc mu w oczy.
— Najwidoczniej niezbyt dobrze — stwierdził z kwaśną miną na twarzy.
— Ron, sugerujesz, że system, który sami stworzyliśmy, jest zły? — zapytałam, podnosząc ton głosu. Zaczynałam się coraz bardziej denerwować.
— Hermiono, uspokój się. Kłótnia w niczym nie pomoże — wtrącił Harry, zanim chłopak zdążył mi odpowiedzieć. — Malfoya nie ma w więzieniu i, choć to trudne, musimy się przyznać do porażki.
Spojrzałam na niego, w głębi duszy wiedząc, że ma rację. Posmutniałam jeszcze bardziej.
— Sądzicie, że znowu wybuchnie wojna? — zapytałam cicho, czując, że łzy napłynęły mi do oczu. Widmo kolejnych walk, ludzi oddających życie za wolny świat, osieroconych dzieci, nieszczęścia, przelanych łez i cierpienia było przerażające. Na samą myśl przechodziły mnie ciarki. Wciąż nękały mnie koszmary związane z Voldemortem i bitwą o Hogwart. Wiedziałam, że mają je także Ron i Harry. Zresztą nie tylko oni.
Przyjaciele spojrzeli na mnie ze smutkiem. Ich milczenie było dla mnie wystarczającą odpowiedzią. Spodziewaliśmy się wszystkiego. Skoro Malfoyowi udało się uciec z Azkabanu, to nie mógł działać w pojedynkę. Zakładałam, że nie pomógł mu w tym jedynie syn, ale grupa dobrze zorganizowanych osób, które znały więzienie od podszewki. Tylko w taki sposób mogli go uwolnić. Pytanie było jedno. Do czego dążą ci ludzie? Bo z pewnością uwolnienie Lucjusza to dopiero początek.
— Musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby rozwiązać tę sprawę — powiedział Harry, patrząc mi prosto w oczy. — Prędzej zginę, niż pozwolę na to, aby śmierciożercy znów zawładnęli światem czarodziejów.
Wymieniliśmy z Ronem szybkie spojrzenie. Oboje wiedzieliśmy, że nasz przyjaciel da z siebie wszystko, a my mu w tym pomożemy. Nie możemy dopuścić do kolejnej wojny.
— Dobra nie ma sensu tu dłużej siedzieć. Jest już późno, i tak nic nie wymyślimy, a rano będziemy potrzebować energii do działania — powiedział Harry.
— Masz rację. Wszyscy jesteśmy wykończeni. Potrzebujemy snu — stwierdziłam i wstałam z biurka. — Ucałuj ode mnie Ginny, Harry.
— Jasne — powiedział i przytulił mnie na pożegnanie.
— A ty Ron, pozdrów Amelię. Musisz nam ją w końcu przedstawić! — zaśmiałam się i jego również uściskałam. — Do zobaczenia rano, chłopcy!
Wyszłam z gabinetu Pottera, wiedząc, że moi przyjaciele pójdą jeszcze do domu Harry’ego napić się ognistej whiskey. Zawsze to robili, kiedy znajdowali się w podbramkowej sytuacji. Ja nigdy w tym nie uczestniczyłam, ponieważ nie przepadam za mocnym alkoholem, a poza tym oni potrzebowali takich typowo męskich spotkań.


*

Wykończona weszłam do mojego mieszkania. Rzuciłam torebkę na komodę w korytarzu, zdjęłam buty na obcasie i przeszłam do sypialni. Położyłam się na łóżku i potarłam zmęczone oczy. Mój mózg zdecydowanie nie ogarniał tego, co się dzisiaj wydarzyło – wiadomość o ucieczce Lucjusza Malfoya z Azkabanu, wizyta w domu Draco i nieudana próba przesłuchania go, zakończona jego teleportacją. Jak mogłam pozwolić mu zwiać sprzed mojego nosa?! Bezczelny i ignorancki chłoptaś. Zadawałam sobie wiele pytań. Zastanawiałam się, co jeszcze można zrobić w tej sprawie. Narcyza była pod stałą obserwacją, podobnie jak posiadłości obu mężczyzn. Jeżeli tylko się tam pojawią albo spróbują choćby skontaktować się z kobietą, dowiemy się o tym pierwsi. Nowe wydanie Proroka Codziennego zawierało krótką instrukcję, która informowała, jak się zachować na wypadek spotkania byłych śmierciożerców. Listy gończe wisiały w całym kraju. To wszystko, co mogliśmy zrobić.
Od intensywnego myślenia zaczęła mnie boleć głowa. Wstałam z łóżka i udałam się do kuchni, aby napić się zimnej wody. Pomieszczenie urządziłam samodzielnie. Białe meble, granitowe blaty, a po środku niebieska wyspa kuchenna. Chciałam, aby się wyróżniała, a kuchnia nie była dzięki temu nudna i jednokolorowa. Nalewałam sobie napoju, kiedy usłyszałam trzask teleportacji. Obróciłam się, a szklanka wypadła mi z dłoni. Przede mną stał Draco Malfoy. Odruchowo wyciągnęłam różdżkę z kieszeni jeansów i wymierzyłam ją w jego stronę. Serce waliło mi tak mocno, jakby zaraz miało wyskoczyć z piersi.  
— Zabierz mnie do ministerstwa, Granger — powiedział hardo, patrząc mi w oczy.
Otworzyłam usta ze zdziwienia. Jaja sobie robił?
— Co mam zrobić? — zapytałam zaskoczonym głosem. Patrzyłam na niego i nie mogłam uwierzyć w to, co powiedział. Draco Malfoy chce się dobrowolnie poddać?
— Granger, zabierz mnie z łaski swojej do ministerstwa na to cholerne przesłuchanie i przestań we mnie celować różdżką — odpowiedział, mówiąc wolno i wyraźnie, jakbym była obcokrajowcem i nie mogła go zrozumieć.
— To jakaś prowokacja? Co ty do cholery odwalasz, Malfoy?
— Moja cierpliwość się kończy, kochanieńka. Zabierzesz mnie tam, czy mam wrócić do domu i tym samym oddać się w ręce aurorów?
Cholera. Wiedział, że jego posiadłość jest pod stałą obserwacją ministerstwa. Zresztą nietrudno było się tego domyślić. Stał przede mną w tym samym ubraniu, które miał na sobie rano, jednak nie wyglądał już tak elegancko. Koszula była brudna i podziurawiona, a w jego blond włosach widziałam trawę. Gdzie on się podziewał przez tyle czasu? Popatrzyłam na niego jeszcze raz. Wydawał się zdegustowany moim ociąganiem się.
— Jak sobie życzysz, paniczu Malfoy — powiedziałam drwiącym głosem i machnęłam różdżką, a wyczarowany sznurek związał mu ręce.
Zobaczyłam zaskoczenie w jego oczach, najwidoczniej nie tego się spodziewał. Ponownie machnęłam różdżką i wysłałam patronusa do Harry’ego — Mam Malfoya Juniora, za 10 minut w twoim gabinecie. Podeszłam do niego i położyłam rękę na jego ramieniu. Poczułam, jak przechodzą go dreszcze spowodowane moim dotykiem i obrzydzeniem. Skupiłam się i teleportowałam razem z Malfoyem do ministerstwa.

*

Draco siedział przed nami na drewnianym krześle związany magicznymi węzłami. Ja, Harry i Kingsley Shackelbolt staliśmy naprzeciwko, dalej nie potrafiąc uwierzyć, że mężczyzna dobrowolnie oddał się w nasze ręce.
— Gdzie jest twój ojciec? — zapytał wprost Potter. Widać było, że jest już zmęczony tą dziwną sytuacją, dlatego nie owijał w bawełnę.
— Nie wiem — odpowiedział Malfoy. Jego twarz miała zupełnie obojętny wyraz, ale nie uciekał wzrokiem. Patrzył prosto na nas. Miałam poczucie, że przeszywa mnie swoim spojrzeniem.
— Kłamiesz — powiedziałam, zanim Harry zdążył ponownie otworzyć buzię.
— Granger, naprawdę sądzisz, że byłbym tutaj, gdybym wiedział, gdzie jest mój ojciec? — zapytał mężczyzna drwiącym głosem.
Spojrzałam na niego nieufnie i odwróciłam wzrok w stronę moich kompanów.
— Załóżmy, że mówisz prawdę — stwierdził minister — ale dlaczego uciekłeś ze swojej posiadłości, kiedy panna Granger chciała cię przesłuchać?
— Musiałem coś sprawdzić — odpowiedział krótko, ale zauważyłam, że zawahał się przy odpowiedzi.
— Co takiego? — zapytał Kingsley, podchodząc bliżej do uciekiniera.  
Na to pytanie nie usłyszeliśmy odpowiedzi. Próbowaliśmy go zmusić do mówienia, ale był niezwykle uparty.
— Dobra, to przestało być śmieszne. Po co przylazłeś do mojego mieszkania i kazałeś się tu zabrać, skoro teraz nie chcesz nic powiedzieć? — zapytałam, patrząc na niego gniewnym wzrokiem.
— Jeżeli mnie uwolnicie, to zobaczycie odpowiedź.
— Słuchaj, Malfoy… — zaczęłam mówić, ale przerwał mi Harry, łapiąc mnie za ramię.
— Jak to zobaczymy? — zapytał Potter, a ja spojrzałam na niego zaskoczona. Faktycznie, Draco użył tego słowa, ale tak mnie zdenerwował swoim idiotycznym zachowaniem, że w pierwszej chwili to do mnie nie dotarło.
— Rozwiąż mnie, a sam się przekonasz — odpowiedział były Ślizgon.
 Automatycznie ja i mój przyjaciel spojrzeliśmy na ministra. Do niego należała decyzja. Kingsley zastanawiał się przez chwilę. Tak jak i my nie miał pojęcia, w co gra Malfoy. Jednak najwyraźniej uznał, że to jedyna szansa, aby się dowiedzieć o co w tym wszystkim chodzi, bo po chwili machnął ręką i nasz  był wolny.
— Nareszcie — stwierdził Draco i wstał z krzesła. Odruchowo dotknęłam swojej różdżki, by być gotowa na atak z jego strony. Mężczyzna ruszył powoli w naszym kierunku. Nikt z nas nie wiedział, co zamierza zrobić. Przez chwilę miałam wrażenie, że zaatakuje, ale ominął mnie z prawej strony i podszedł do biurka. Usiadł przy nim, wziął do ręki kawałek pergaminu i pióro. Spojrzałam na Harry’ego. Zmrużył oczy i uważnie wpatrywał się w Malfoya. Z kolei Kingsley spoczął naprzeciwko Dracona. Chłopak napisał kilka słów, po czym przesunął kartkę w stronę ministra. Ten chwycił ją i przeczytał. Zobaczyłam, jak mężczyzna pobladł i podparł głowę ręką.  Nigdy nie widziałam go w takim stanie. Co takiego napisał? Wyrwałam pergamin z dłoni Shackelbolta i zobaczyłam napisane starannym pismem słowa „W ministerstwie jest szpieg i podsłuch”. Otworzyłam szeroko oczy, a to, co trzymałam w dłoni, powoli upadło na podłogę. Harry, który jako jedyny nie wiedział, o co jeszcze chodzi, podniósł kartkę i  również ją przeczytał.
— Skąd mam mieć pewność, że to prawda? — zapytał Potter. Wszyscy spojrzeliśmy ponownie na Malfoya.
— Wiem, że to brzmi irracjonalnie, ale musisz mi uwierzyć. Przynajmniej na razie, a teraz najlepiej będzie, jeżeli udacie się ze mną w pewne miejsce — powiedział i wstał z krzesła. Poszedł do mnie i Harry’ego i spojrzał na nas z nadzieją w oczach. Wyglądało to tak, jakby naprawdę mu na tym zależało.
— Jeżeli z tobą pójdziemy, to wyjaśnisz nam w końcu, co się dzieje? — zapytał chłopak z blizną w kształcie błyskawicy.
— Tak — odpowiedział krótko Ślizgon.
Dawni wrogowie popatrzyli sobie prosto w oczy. Dzieliło ich wiele, jednak łączyło jedno – obaj byli niezwykle uparci i dążyli do celu za wszelką cenę. Czarnowłosy chłopak pierwszy zerwał kontakt wzrokowy i odwrócił się stronę ministra.
— Ja i Hermiona pójdziemy z Malfoyem. Lepiej, żebyś ty tu został. Jesteś bardziej potrzebny społeczeństwu czarodziejów niż my — powiedział Potter, zerkając na mnie. Oboje nie ufaliśmy Draconowi, ale nie mieliśmy wyboru, jeżeli chcieliśmy poznać prawdę. Miałam tylko nadzieję, że to nie jest pułapka. Zachowanie mężczyzny było co najmniej dziwne. Chociaż nie mogłam powiedzieć, że kiedykolwiek uważałam go za normalnego. Kingsley spojrzał na niego niepewnie.
— Wolałbym wysłać z wami kilku aurorów ze względów bezpieczeństwa — odpowiedział minister, patrząc nieufnie na byłego Ślizgona. 
— Zgadzam się tylko na Pottera i Granger — powiedział Malfoy.
Był bardzo pewny siebie. Stał wyprostowany i mierzył wzrokiem ministra. Wiedziałam, że Kingsley musi mu ustąpić, jeżeli chcemy rozwiązać tę zagadkę.
— Damy sobie radę — rzucił Harry i uśmiechnął się do szefa, który od wielu lat był również naszym przyjacielem.
— Macie wrócić żywi. To rozkaz, Potter — odpowiedział, lekko się uśmiechając. Jednak oboje czuliśmy, że nie ma pewności, czy to dobry pomysł, abyśmy sami poszli w Malfoyem w nieznane nam miejsce. Minister wyszedł z gabinetu Harry’ego, zostawiając nas samych ze Ślizgonem.
— Wykorzystamy teleportację łączną z wiadomych względów — powiedział Draco i wyciągnął przed siebie ramię.
Harry pierwszy położył dłoń na jego ramieniu. Ja wciąż się wahałam, ale kiedy zobaczyłam, że obaj na mnie patrzą, dotknęłam Malfoya. Znów poczułam, jak przechodzą go dreszcze. Jednak tym razem przeszły i mnie. Kompletnie mi się to nie podobało.

*

— Twój dom? — zapytałam ze zdziwieniem, kiedy po teleportacji wylądowaliśmy w salonie, w którym byłam dzisiaj rano. Patrzyłam wprost na portret rodzinny Malfoyów.
— Tak, to jedyne bezpieczne miejsce, w którym mogę wam wszystko wyjaśnić — odpowiedział Draco. — Arturze! — zawołał i po chwili pojawił się kamerdyner, którego już poznaliśmy.
— Słucham, paniczu Malfoy. W czym mogę pomóc? — zapytał mężczyzna, kiedy stanął przed nami.
— Przygotuj dla nas wszystkich kolację, to był długi dzień. Na co macie ochotę? — spytał, patrząc na nas.
— Pytasz nas, co chcemy zjeść w domu naszego dawnego wroga? Naprawdę cię nie poznaję, Malfoy — stwierdziłam, sama nie wiedząc, co mam myśleć o postawie Ślizgona. 
— No właśnie, Granger. Dawnego wroga — powiedział i westchnął. — Harry, to może ty mi odpowiesz na moje pytanie?
Chłopak spojrzał na niego szeroko otwartymi oczami, a mnie szczęka opadła aż do samej ziemi. Malfoy pierwszy raz w życiu zwrócił się do któregoś z nas po imieniu. Do tej pory używał wobec nas jedynie obraźliwych epitetów czy przezwisk.
— Dobra, widzę, że żadne z was nie ma ochoty odpowiedzieć na moje pytanie. Arturze, każ Eleonorze ugotować coś dobrego — powiedział młody mężczyzna, a kamerdyner kiwnął głową i odszedł w stronę kuchni. Kobieta o której wspomniał, musiała być jego kucharką. Coraz bardziej dziwiłam się, że w jego domu nie ma skrzatów domowych. — Siadajcie — rzekł i wskazał nam ręką kanapę. Odczuwałam silne déjà vu, w końcu byliśmy w tym samym miejscu  jeszcze kilka godzin temu.
Usiedliśmy obok siebie. Oboje wciąż byliśmy w szoku, że Draco zwrócił się do Harry’ego po imieniu, ale musieliśmy się na nowo skupić. Należało uważnie go obserwować i przygotować się na każdą ewentualność.
— Pewnie wszyscy sądzą, że mój ojciec uciekł z Azkabanu i ma niecne plany co do świata czarodziejów — zaczął Malfoy, patrząc na nas i czekał na reakcję z naszej strony.
— Dziwisz nam się? — spytał Harry. — Lucjusz był śmierciożercą, wspierał Voldemorta. Przyczynił się do śmierci wielu czarodziejów.
— Chciał zmienić swoje życie i zgodził się na współpracę z ministerstwem… — zaczął Draco.
— Ale jak widać, nie ma go tutaj — przerwał mu Potter.
— Owszem, nie ma go tutaj ani w Azkabanie. Wiesz czemu? — zapytał syn zbiega.
— Hm, zastanówmy się… Czyżby dlatego, że uciekł? — spytał Harry z sarkastycznym uśmieszkiem na twarzy.
— Mój ojciec nie uciekł. On został porwany.








                                                                       

Kolejny rozdział za nami! Jak Wam się podobało? Sądzicie, że Malfoy naprawdę został porwany? ^^

Betowała: Agrat bat Machlat  <3