czwartek, 6 lipca 2017

Rozdział 2

Siedziałam na biurku w gabinecie Harry’ego, a on sam przechadzał się po pomieszczeniu. Zawsze tak robił, kiedy intensywnie myślał. Wzrok miał skierowany w dół, a dłońmi co chwilę poprawiał grzywkę opadającą na czoło. Ginny od miesiąca próbowała go zaciągnąć do fryzjera, ale on był uparty jak osioł. Fotel Pottera zajmował Ron, który zasłonił twarz dłońmi, jakby chciał się przed nami ukryć. Po chwili odsłonił ją, a do ręki wziął leżące na biurku listy gończe. Na jednym z nich znajdowała się twarz Lucjusza, a na drugim Dracona Malfoya. Cały kraj wiedział, że są poszukiwani. Od ucieczki młodszego mężczyzny minęło wiele godzin. Słońce zdążyło już zajść za horyzont, a my zapaliliśmy światło, aby móc pracować, jednak w ogóle nam to nie wychodziło. Czuliśmy się kompletnie bezradni i sfrustrowani tym wszystkim. Próbowaliśmy rozgryźć tę zagadkę, a ja dalej nie mogłam sobie darować, że dałam zwiać tej tchórzofretce. Sprawa była beznadziejna – przesłuchaliśmy kilkanaście osób, w tym służbę Malfoyów, jednak nawet po podaniu veritaserum nie dowiedzieliśmy się niczego, co pomogłoby nam w ich odnalezieniu. Mężczyźni rozpłynęli się w powietrzu. Pozostało nam tylko czekać, aż wydarzy się coś jeszcze gorszego. Czy Lucjusz okłamywał nas cały czas? Może nigdy nie chciał opuścić Azkabanu i wrócić do rodziny? Zadawałam sobie wiele pytań, ale nie umiałam odpowiedzieć na żadne z nich. 
— Ta gnida musiała wiedzieć, że jego ojciec planuje ucieczkę. Na pewno mu w niej pomógł — powiedział mój rudowłosy przyjaciel.
— Załóżmy, że masz rację, ale w jaki sposób to zrobili? Doskonale wiesz, że Azkaban jest pilnie strzeżony — odpowiedziałam, patrząc mu w oczy.
— Najwidoczniej niezbyt dobrze — stwierdził z kwaśną miną na twarzy.
— Ron, sugerujesz, że system, który sami stworzyliśmy, jest zły? — zapytałam, podnosząc ton głosu. Zaczynałam się coraz bardziej denerwować.
— Hermiono, uspokój się. Kłótnia w niczym nie pomoże — wtrącił Harry, zanim chłopak zdążył mi odpowiedzieć. — Malfoya nie ma w więzieniu i, choć to trudne, musimy się przyznać do porażki.
Spojrzałam na niego, w głębi duszy wiedząc, że ma rację. Posmutniałam jeszcze bardziej.
— Sądzicie, że znowu wybuchnie wojna? — zapytałam cicho, czując, że łzy napłynęły mi do oczu. Widmo kolejnych walk, ludzi oddających życie za wolny świat, osieroconych dzieci, nieszczęścia, przelanych łez i cierpienia było przerażające. Na samą myśl przechodziły mnie ciarki. Wciąż nękały mnie koszmary związane z Voldemortem i bitwą o Hogwart. Wiedziałam, że mają je także Ron i Harry. Zresztą nie tylko oni.
Przyjaciele spojrzeli na mnie ze smutkiem. Ich milczenie było dla mnie wystarczającą odpowiedzią. Spodziewaliśmy się wszystkiego. Skoro Malfoyowi udało się uciec z Azkabanu, to nie mógł działać w pojedynkę. Zakładałam, że nie pomógł mu w tym jedynie syn, ale grupa dobrze zorganizowanych osób, które znały więzienie od podszewki. Tylko w taki sposób mogli go uwolnić. Pytanie było jedno. Do czego dążą ci ludzie? Bo z pewnością uwolnienie Lucjusza to dopiero początek.
— Musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby rozwiązać tę sprawę — powiedział Harry, patrząc mi prosto w oczy. — Prędzej zginę, niż pozwolę na to, aby śmierciożercy znów zawładnęli światem czarodziejów.
Wymieniliśmy z Ronem szybkie spojrzenie. Oboje wiedzieliśmy, że nasz przyjaciel da z siebie wszystko, a my mu w tym pomożemy. Nie możemy dopuścić do kolejnej wojny.
— Dobra nie ma sensu tu dłużej siedzieć. Jest już późno, i tak nic nie wymyślimy, a rano będziemy potrzebować energii do działania — powiedział Harry.
— Masz rację. Wszyscy jesteśmy wykończeni. Potrzebujemy snu — stwierdziłam i wstałam z biurka. — Ucałuj ode mnie Ginny, Harry.
— Jasne — powiedział i przytulił mnie na pożegnanie.
— A ty Ron, pozdrów Amelię. Musisz nam ją w końcu przedstawić! — zaśmiałam się i jego również uściskałam. — Do zobaczenia rano, chłopcy!
Wyszłam z gabinetu Pottera, wiedząc, że moi przyjaciele pójdą jeszcze do domu Harry’ego napić się ognistej whiskey. Zawsze to robili, kiedy znajdowali się w podbramkowej sytuacji. Ja nigdy w tym nie uczestniczyłam, ponieważ nie przepadam za mocnym alkoholem, a poza tym oni potrzebowali takich typowo męskich spotkań.


*

Wykończona weszłam do mojego mieszkania. Rzuciłam torebkę na komodę w korytarzu, zdjęłam buty na obcasie i przeszłam do sypialni. Położyłam się na łóżku i potarłam zmęczone oczy. Mój mózg zdecydowanie nie ogarniał tego, co się dzisiaj wydarzyło – wiadomość o ucieczce Lucjusza Malfoya z Azkabanu, wizyta w domu Draco i nieudana próba przesłuchania go, zakończona jego teleportacją. Jak mogłam pozwolić mu zwiać sprzed mojego nosa?! Bezczelny i ignorancki chłoptaś. Zadawałam sobie wiele pytań. Zastanawiałam się, co jeszcze można zrobić w tej sprawie. Narcyza była pod stałą obserwacją, podobnie jak posiadłości obu mężczyzn. Jeżeli tylko się tam pojawią albo spróbują choćby skontaktować się z kobietą, dowiemy się o tym pierwsi. Nowe wydanie Proroka Codziennego zawierało krótką instrukcję, która informowała, jak się zachować na wypadek spotkania byłych śmierciożerców. Listy gończe wisiały w całym kraju. To wszystko, co mogliśmy zrobić.
Od intensywnego myślenia zaczęła mnie boleć głowa. Wstałam z łóżka i udałam się do kuchni, aby napić się zimnej wody. Pomieszczenie urządziłam samodzielnie. Białe meble, granitowe blaty, a po środku niebieska wyspa kuchenna. Chciałam, aby się wyróżniała, a kuchnia nie była dzięki temu nudna i jednokolorowa. Nalewałam sobie napoju, kiedy usłyszałam trzask teleportacji. Obróciłam się, a szklanka wypadła mi z dłoni. Przede mną stał Draco Malfoy. Odruchowo wyciągnęłam różdżkę z kieszeni jeansów i wymierzyłam ją w jego stronę. Serce waliło mi tak mocno, jakby zaraz miało wyskoczyć z piersi.  
— Zabierz mnie do ministerstwa, Granger — powiedział hardo, patrząc mi w oczy.
Otworzyłam usta ze zdziwienia. Jaja sobie robił?
— Co mam zrobić? — zapytałam zaskoczonym głosem. Patrzyłam na niego i nie mogłam uwierzyć w to, co powiedział. Draco Malfoy chce się dobrowolnie poddać?
— Granger, zabierz mnie z łaski swojej do ministerstwa na to cholerne przesłuchanie i przestań we mnie celować różdżką — odpowiedział, mówiąc wolno i wyraźnie, jakbym była obcokrajowcem i nie mogła go zrozumieć.
— To jakaś prowokacja? Co ty do cholery odwalasz, Malfoy?
— Moja cierpliwość się kończy, kochanieńka. Zabierzesz mnie tam, czy mam wrócić do domu i tym samym oddać się w ręce aurorów?
Cholera. Wiedział, że jego posiadłość jest pod stałą obserwacją ministerstwa. Zresztą nietrudno było się tego domyślić. Stał przede mną w tym samym ubraniu, które miał na sobie rano, jednak nie wyglądał już tak elegancko. Koszula była brudna i podziurawiona, a w jego blond włosach widziałam trawę. Gdzie on się podziewał przez tyle czasu? Popatrzyłam na niego jeszcze raz. Wydawał się zdegustowany moim ociąganiem się.
— Jak sobie życzysz, paniczu Malfoy — powiedziałam drwiącym głosem i machnęłam różdżką, a wyczarowany sznurek związał mu ręce.
Zobaczyłam zaskoczenie w jego oczach, najwidoczniej nie tego się spodziewał. Ponownie machnęłam różdżką i wysłałam patronusa do Harry’ego — Mam Malfoya Juniora, za 10 minut w twoim gabinecie. Podeszłam do niego i położyłam rękę na jego ramieniu. Poczułam, jak przechodzą go dreszcze spowodowane moim dotykiem i obrzydzeniem. Skupiłam się i teleportowałam razem z Malfoyem do ministerstwa.

*

Draco siedział przed nami na drewnianym krześle związany magicznymi węzłami. Ja, Harry i Kingsley Shackelbolt staliśmy naprzeciwko, dalej nie potrafiąc uwierzyć, że mężczyzna dobrowolnie oddał się w nasze ręce.
— Gdzie jest twój ojciec? — zapytał wprost Potter. Widać było, że jest już zmęczony tą dziwną sytuacją, dlatego nie owijał w bawełnę.
— Nie wiem — odpowiedział Malfoy. Jego twarz miała zupełnie obojętny wyraz, ale nie uciekał wzrokiem. Patrzył prosto na nas. Miałam poczucie, że przeszywa mnie swoim spojrzeniem.
— Kłamiesz — powiedziałam, zanim Harry zdążył ponownie otworzyć buzię.
— Granger, naprawdę sądzisz, że byłbym tutaj, gdybym wiedział, gdzie jest mój ojciec? — zapytał mężczyzna drwiącym głosem.
Spojrzałam na niego nieufnie i odwróciłam wzrok w stronę moich kompanów.
— Załóżmy, że mówisz prawdę — stwierdził minister — ale dlaczego uciekłeś ze swojej posiadłości, kiedy panna Granger chciała cię przesłuchać?
— Musiałem coś sprawdzić — odpowiedział krótko, ale zauważyłam, że zawahał się przy odpowiedzi.
— Co takiego? — zapytał Kingsley, podchodząc bliżej do uciekiniera.  
Na to pytanie nie usłyszeliśmy odpowiedzi. Próbowaliśmy go zmusić do mówienia, ale był niezwykle uparty.
— Dobra, to przestało być śmieszne. Po co przylazłeś do mojego mieszkania i kazałeś się tu zabrać, skoro teraz nie chcesz nic powiedzieć? — zapytałam, patrząc na niego gniewnym wzrokiem.
— Jeżeli mnie uwolnicie, to zobaczycie odpowiedź.
— Słuchaj, Malfoy… — zaczęłam mówić, ale przerwał mi Harry, łapiąc mnie za ramię.
— Jak to zobaczymy? — zapytał Potter, a ja spojrzałam na niego zaskoczona. Faktycznie, Draco użył tego słowa, ale tak mnie zdenerwował swoim idiotycznym zachowaniem, że w pierwszej chwili to do mnie nie dotarło.
— Rozwiąż mnie, a sam się przekonasz — odpowiedział były Ślizgon.
 Automatycznie ja i mój przyjaciel spojrzeliśmy na ministra. Do niego należała decyzja. Kingsley zastanawiał się przez chwilę. Tak jak i my nie miał pojęcia, w co gra Malfoy. Jednak najwyraźniej uznał, że to jedyna szansa, aby się dowiedzieć o co w tym wszystkim chodzi, bo po chwili machnął ręką i nasz  był wolny.
— Nareszcie — stwierdził Draco i wstał z krzesła. Odruchowo dotknęłam swojej różdżki, by być gotowa na atak z jego strony. Mężczyzna ruszył powoli w naszym kierunku. Nikt z nas nie wiedział, co zamierza zrobić. Przez chwilę miałam wrażenie, że zaatakuje, ale ominął mnie z prawej strony i podszedł do biurka. Usiadł przy nim, wziął do ręki kawałek pergaminu i pióro. Spojrzałam na Harry’ego. Zmrużył oczy i uważnie wpatrywał się w Malfoya. Z kolei Kingsley spoczął naprzeciwko Dracona. Chłopak napisał kilka słów, po czym przesunął kartkę w stronę ministra. Ten chwycił ją i przeczytał. Zobaczyłam, jak mężczyzna pobladł i podparł głowę ręką.  Nigdy nie widziałam go w takim stanie. Co takiego napisał? Wyrwałam pergamin z dłoni Shackelbolta i zobaczyłam napisane starannym pismem słowa „W ministerstwie jest szpieg i podsłuch”. Otworzyłam szeroko oczy, a to, co trzymałam w dłoni, powoli upadło na podłogę. Harry, który jako jedyny nie wiedział, o co jeszcze chodzi, podniósł kartkę i  również ją przeczytał.
— Skąd mam mieć pewność, że to prawda? — zapytał Potter. Wszyscy spojrzeliśmy ponownie na Malfoya.
— Wiem, że to brzmi irracjonalnie, ale musisz mi uwierzyć. Przynajmniej na razie, a teraz najlepiej będzie, jeżeli udacie się ze mną w pewne miejsce — powiedział i wstał z krzesła. Poszedł do mnie i Harry’ego i spojrzał na nas z nadzieją w oczach. Wyglądało to tak, jakby naprawdę mu na tym zależało.
— Jeżeli z tobą pójdziemy, to wyjaśnisz nam w końcu, co się dzieje? — zapytał chłopak z blizną w kształcie błyskawicy.
— Tak — odpowiedział krótko Ślizgon.
Dawni wrogowie popatrzyli sobie prosto w oczy. Dzieliło ich wiele, jednak łączyło jedno – obaj byli niezwykle uparci i dążyli do celu za wszelką cenę. Czarnowłosy chłopak pierwszy zerwał kontakt wzrokowy i odwrócił się stronę ministra.
— Ja i Hermiona pójdziemy z Malfoyem. Lepiej, żebyś ty tu został. Jesteś bardziej potrzebny społeczeństwu czarodziejów niż my — powiedział Potter, zerkając na mnie. Oboje nie ufaliśmy Draconowi, ale nie mieliśmy wyboru, jeżeli chcieliśmy poznać prawdę. Miałam tylko nadzieję, że to nie jest pułapka. Zachowanie mężczyzny było co najmniej dziwne. Chociaż nie mogłam powiedzieć, że kiedykolwiek uważałam go za normalnego. Kingsley spojrzał na niego niepewnie.
— Wolałbym wysłać z wami kilku aurorów ze względów bezpieczeństwa — odpowiedział minister, patrząc nieufnie na byłego Ślizgona. 
— Zgadzam się tylko na Pottera i Granger — powiedział Malfoy.
Był bardzo pewny siebie. Stał wyprostowany i mierzył wzrokiem ministra. Wiedziałam, że Kingsley musi mu ustąpić, jeżeli chcemy rozwiązać tę zagadkę.
— Damy sobie radę — rzucił Harry i uśmiechnął się do szefa, który od wielu lat był również naszym przyjacielem.
— Macie wrócić żywi. To rozkaz, Potter — odpowiedział, lekko się uśmiechając. Jednak oboje czuliśmy, że nie ma pewności, czy to dobry pomysł, abyśmy sami poszli w Malfoyem w nieznane nam miejsce. Minister wyszedł z gabinetu Harry’ego, zostawiając nas samych ze Ślizgonem.
— Wykorzystamy teleportację łączną z wiadomych względów — powiedział Draco i wyciągnął przed siebie ramię.
Harry pierwszy położył dłoń na jego ramieniu. Ja wciąż się wahałam, ale kiedy zobaczyłam, że obaj na mnie patrzą, dotknęłam Malfoya. Znów poczułam, jak przechodzą go dreszcze. Jednak tym razem przeszły i mnie. Kompletnie mi się to nie podobało.

*

— Twój dom? — zapytałam ze zdziwieniem, kiedy po teleportacji wylądowaliśmy w salonie, w którym byłam dzisiaj rano. Patrzyłam wprost na portret rodzinny Malfoyów.
— Tak, to jedyne bezpieczne miejsce, w którym mogę wam wszystko wyjaśnić — odpowiedział Draco. — Arturze! — zawołał i po chwili pojawił się kamerdyner, którego już poznaliśmy.
— Słucham, paniczu Malfoy. W czym mogę pomóc? — zapytał mężczyzna, kiedy stanął przed nami.
— Przygotuj dla nas wszystkich kolację, to był długi dzień. Na co macie ochotę? — spytał, patrząc na nas.
— Pytasz nas, co chcemy zjeść w domu naszego dawnego wroga? Naprawdę cię nie poznaję, Malfoy — stwierdziłam, sama nie wiedząc, co mam myśleć o postawie Ślizgona. 
— No właśnie, Granger. Dawnego wroga — powiedział i westchnął. — Harry, to może ty mi odpowiesz na moje pytanie?
Chłopak spojrzał na niego szeroko otwartymi oczami, a mnie szczęka opadła aż do samej ziemi. Malfoy pierwszy raz w życiu zwrócił się do któregoś z nas po imieniu. Do tej pory używał wobec nas jedynie obraźliwych epitetów czy przezwisk.
— Dobra, widzę, że żadne z was nie ma ochoty odpowiedzieć na moje pytanie. Arturze, każ Eleonorze ugotować coś dobrego — powiedział młody mężczyzna, a kamerdyner kiwnął głową i odszedł w stronę kuchni. Kobieta o której wspomniał, musiała być jego kucharką. Coraz bardziej dziwiłam się, że w jego domu nie ma skrzatów domowych. — Siadajcie — rzekł i wskazał nam ręką kanapę. Odczuwałam silne déjà vu, w końcu byliśmy w tym samym miejscu  jeszcze kilka godzin temu.
Usiedliśmy obok siebie. Oboje wciąż byliśmy w szoku, że Draco zwrócił się do Harry’ego po imieniu, ale musieliśmy się na nowo skupić. Należało uważnie go obserwować i przygotować się na każdą ewentualność.
— Pewnie wszyscy sądzą, że mój ojciec uciekł z Azkabanu i ma niecne plany co do świata czarodziejów — zaczął Malfoy, patrząc na nas i czekał na reakcję z naszej strony.
— Dziwisz nam się? — spytał Harry. — Lucjusz był śmierciożercą, wspierał Voldemorta. Przyczynił się do śmierci wielu czarodziejów.
— Chciał zmienić swoje życie i zgodził się na współpracę z ministerstwem… — zaczął Draco.
— Ale jak widać, nie ma go tutaj — przerwał mu Potter.
— Owszem, nie ma go tutaj ani w Azkabanie. Wiesz czemu? — zapytał syn zbiega.
— Hm, zastanówmy się… Czyżby dlatego, że uciekł? — spytał Harry z sarkastycznym uśmieszkiem na twarzy.
— Mój ojciec nie uciekł. On został porwany.






                                                                       

Kolejny rozdział za nami! Jak Wam się podobało? Sądzicie, że Malfoy naprawdę został porwany? ^^

Betowała: Agrat bat Machlat  <3 

piątek, 30 czerwca 2017

Rozdział 1


Stałam przed lustrem w mojej sypialni i patrzyłam na siebie. Kim jestem? Od zakończenia wojny wciąż zadawałam sobie to pytanie. Ludzie uważali mnie za bohaterkę — wręczali mi odznaczenia, ściskali dłoń, dziękowali — mimo że od upadku Voldemorta minęły już dwa lata. Pragnęłam być zwykłą, szczęśliwą kobietą. Półtorej roku temu rozstałam się z Ronem. Był moim przyjacielem i nic nie mogło tego zmienić, ale oboje wiedzieliśmy, że to nie była prawdziwa miłość. Od tamtej pory mieszkałam sama z Krzywołapem w małym domu w wiosce Cliffe Woods niedaleko Londynu. Jednak nie mogłam narzekać na samotność. Kilka miesięcy po bitwie o Hogwart odnalazłam moich rodziców w Australii. Prowadzili sklepik z pamiątkami i drobnymi artykułami spożywczymi, który cieszył się dużą popularnością. Zawsze byli mili i przyjaźni dla ludzi, dlatego nie zdziwiłam się tym, że osiągnęli sukces. Przywróciłam im pamięć, po czym wróciliśmy do Wielkiej Brytanii, a ja pomogłam rodzicom wrócić do dawnego życia. Sklep sprzedali, a w Anglii ponownie otworzyli gabinet dentystyczny, który prowadzili w dni robocze. Natomiast w weekendy poświęcali się rodzinie. Często odwiedzali mnie w moim domu, a czasami to ja zaglądałam do nich. Harry’ego widywałam praktycznie codziennie, ponieważ oboje pracowaliśmy w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Zajmowałam stanowisko sekretarza departamentu i prawej ręki jego szefa, którym był właśnie Harry. Świetnie sprawdzał się w tej roli, miał ogromny zapał i motywację do działania — chciał złapać wszystkich tych, którzy w przeszłości wspierali Voldemorta. To niezwykle trudne zadanie, ale byliśmy coraz bliżej celu. Z kolei Ginny najczęściej widywałam w piątkowe popołudnia. Wtedy miałyśmy czas na rozmowę, wypicie kawy lub piwa kremowego i odstresowanie się po tygodniu pracy. Rudowłosa dziewczyna grała zawodowo w Quidditcha jako zawodniczka Harpii z Holyhead, a ja wraz z jej bratem i chłopakiem wspieraliśmy ją podczas weekendowych meczy.
Miałam wspaniałych przyjaciół — nie byłam samotna — jednak w sercu wciąż czułam pustkę. Wielokrotnie byłam na randkach z mężczyznami, którzy albo byli ignorantami zapatrzonymi w siebie, albo umówili się ze mną tylko ze względu na moją sławę. Chciałam, aby u mojego boku stał ktoś, kto będzie mnie szanował i wspierał. Czasami śmiałam się, że najwidoczniej mam zbyt duże wymagania wobec przedstawicieli płci przeciwnej. Ginny uważała, że powinnam trochę wyluzować i nie być zbyt poważna, bo tym ich odstraszam. Od kilku tygodni próbowała mnie przekonać do zmiany zawartości mojej garderoby. Coraz częściej zastanawiałam się, czy nie ma racji. Od bardzo dawna nie kupowałam ubrań, a te które posiadałam, były zwyczajne i nudne. Otworzyłam swoją szafę i zobaczyłam same szare i czarne ciuchy. Chyba czas na zmiany, pomyślałam. Spojrzałam na zegarek wiszący nad moim łóżkiem. Wskazówki pokazywały ósmą trzydzieści.
— Czas na zmiany, ale najpierw praca — powiedziałam i zamknęłam szafę.

*

Punktualnie o godzinie dziewiątej przekroczyłam próg mojego gabinetu. Miałam przed sobą wizję trudnego dnia. Musiałam napisać pismo do szefa francuskich aurorów. Później razem z Harrym mieliśmy się spotkać z Ministrem Magii  Kingsleyem Shackleboltem, aby mu zdać co miesięczny raport. Oprócz tego miałam załatwić wiele innych spraw, dlatego od razu zabrałam się do pracy.
Siedziałam przy biurku i przeglądałam korespondencję, kiedy wszedł Harry. Uśmiechnęłam się do przyjaciela i wstałam z fotela.
— Witam, szefie! — zaśmiałam się. — Zrobić ci kawy? — zapytałam, podchodząc do niego.
Przyjrzałam mu się i spoważniałam. Mężczyzna nie uśmiechał się, a w jego oczach zobaczyłam niepokój.
— Usiądź Hermiono — poprosił, a sam zajął miejsce naprzeciwko mojego.
— Harry, co się stało? — zapytałam, siadając na fotelu. Nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać po jego odpowiedzi, jednak czułam, że nie będzie to nic dobrego. Patrzyłam na niego, niecierpliwiąc się. — Wyduś to w końcu!
— Lucjusz Malfoy uciekł z Azkabanu — odpowiedział po chwili, a ja poczułam, jak moje ciało przechodzą dreszcze.
Serce zaczęło mi mocniej bić. Kiedy Voldemort ostatecznie poległ, a najgroźniejsi śmierciożercy zostali skazani i zamknięci w więzieniu, sądziłam, że nasze kłopoty wreszcie się skończyły. Poszukiwania innych złoczyńców szły całkiem nieźle, mieliśmy kilka tropów. Nadzieja na to, że odnajdziemy ich, a Wizengamot skaże, rosła z każdym dniem. Nie mogłam uwierzyć w słowa Pottera, ponieważ z Azkabanu nie dało się uciec. W przeszłości dokonał tego tylko jeden czarodziej, Syriusz Black ojciec chrzestny Harry’ego. Jednak on był niewinny i to dzięki temu nie stał się podatny na działania dementorów, co umożliwiło mu ucieczkę.
— O czym ty mówisz? Przecież to niemożliwe! — wykrzyczałam, wstając ze swojego miejsca.
— Do tej pory też tak myślałem, ale to się stało, Hermiono. Lucjusza Malfoya nie ma w Azkabanie i pewnie już dawno jest poza granicami kraju — odpowiedział z goryczą w głosie.
— Błagam cię powiedz, że to jakiś kiepski żart — powiedziałam, patrząc na niego z nadzieją. 
— Uwierz mi, chciałbym, żeby to był dowcip. Aurorzy dokładnie sprawdzili celę zbiega i nie znaleziono żadnych śladów magii. Kraty są w nienaruszonym stanie, strażnicy głównej bramy nikogo nie widzieli, system alarmowy nie uruchomił się, a jednak Malfoya nie ma.
— Harry, ale czemu on to zrobił? W końcu zaczął z nami współpracować, miał nam pomóc w złapaniu innych śmierciożerców i w zamian za to odzyskać wolność — powiedziałam z żalem w głosie. Byłam załamana, więzień wreszcie zgodził się na współpracę, liczyliśmy na to, że usłyszymy wiele cennych nazwisk i innych danych, a jednak zdecydował się na ucieczkę.
—  Naprawdę go nie rozumiem — odpowiedział. — Wydawało mi się, że on naprawdę chciał nam pomóc i dzięki temu wrócić do żony. Zastanawia mnie jaką widział korzyść w zbiegnięciu z Azkabanu. Dobrze wie, że to odebrało mu szansę na złagodzenie kary.
Mężczyzna zamyślił się i zamilkł. Był zawiedziony i zaszokowany, zresztą nie tylko on. Zaczęłam się przechadzać po moim gabinecie — to zawsze pomagało mi w myśleniu. Jaką korzyść mógł osiągnąć Malfoy uciekając? W ten sposób nie mógł wrócić do domu, musiał żyć w ukryciu. Nie miał też dostępu do pieniędzy, to oznaczało tylko jedno.
— Harry, ktoś musiał mu pomóc, nie ma innego wytłumaczenia. On nie ma dostępu do pieniędzy, ani różdżki. Czy ktoś był już w Malfoy Manor? — zapytałam.
— Właśnie stamtąd wracam. Osobiście wszystko sprawdziłem. Narcyza była zaskoczona i zdruzgotana. Podaliśmy jej veritaserum, ona niczego nie wie — odpowiedział.
— A co z Draconem? Rozmawiałeś z nim? Może to on pomógł swojemu ojcu?
— Od dawna nie mieszka z matką. Podobno odciął się od przeszłości i na nowo buduje swoją reputację po procesie, ale masz rację, trzeba go przesłuchać w tej sprawie. Myślę, że nie ma na co czekać, Hermiono, chodź ze mną — zaproponował mężczyzna.
Spojrzałam na niego i pokręciłam głową. To był tragiczny pomysł. Owszem zeznawałam na korzyść Draco podczas jego procesu, starając się nie zwracać uwagi na przeszłość, jednak nie zamierzałam go przesłuchiwać osobiście, to mogło się źle skończyć.  
— Uważam, że powinieneś to zrobić sam. Ewentualnie zabierz kogoś innego zamiast mnie — doradziłam, mając nadzieję, że przyjaciel zgodzi się na moją propozycję.
Popatrzył na mnie karcącym wzrokiem. Poczułam się jak mała dziewczynka stojąca przed swoim ojcem w oczekiwaniu na kazanie dotyczące złego zachowania.
— Hermiono, jesteś profesjonalnym i odpowiedzialnym pracownikiem, dlatego wykonasz to polecenie służbowe i razem ze mną pójdziesz przesłuchać Dracona Malfoya. Widzimy się za dziesięć minut w holu, jasne? — zapytał i, nie czekając na moją odpowiedź, wyszedł z gabinetu, zostawiając mnie z zaskoczoną miną.
Uzmysłowiłam sobie, jak bardzo zmienił się mój przyjaciel. Przez walkę z Voldemortem musiał szybciej dorosnąć, ale dopiero teraz ujrzałam, że stał się poważnym i stanowczym facetem. Zagubiony w świecie magii chłopiec w okularach był już tylko wspomnieniem.
— Czas płynie stanowczo za szybko — powiedziałam sama do siebie i zaczęłam zbierać z biurka swoje rzeczy. Musiałam jeszcze udać się do Pokoju Eliksirów. Nie zamierzałam uwierzyć w ani jedno słowo Malfoya, dlatego potrzebne było mi veritaserum.

*

Razem z Potterem teleportowaliśmy się do Shorne — małej wioski pod Londynem, która była oddalona o około pięć kilometrów od Cliffe Woods. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że mój dawny wróg mieszka tak blisko mnie. Staliśmy przed bramą posiadłości Malfoya, która była równie ogromna jak Malfoy Manor, jednak nie tak mroczna. Elewacja została wykonana z jasnej cegły, a dach pokryty ciemnoszarymi dachówkami. Dzięki sporym oknom do pomieszczeń wpadało dużo światła słonecznego. Całość prezentowała się znakomicie. 
— Gotowa? — zapytał Harry, patrząc na mnie z delikatnym uśmiechem.
— Doskonale wiesz, że nie — odpowiedziałam, krzywiąc się. — To się może źle skończyć, Harry. Malfoy jest jedyną osobą na świecie, do której całkowicie nie mam cierpliwości.
— Musisz być profesjonalistką, Hermiono. Poza tym, jeżeli Cię to uspokoi, to obiecuję, że nie pozwolę, aby sytuacja wymknęła się spod kontroli.
Westchnęłam. Miałam ogromną ochotę po prostu stamtąd uciec, ale wiedziałam, że byłoby to niepoważne. W końcu minęło już tyle czasu…
— Chodźmy zanim się rozmyślę — powiedziałam i zrobiłam pierwszy krok ku drzwiom wejściowym.
Harry szybko do mnie dołączył i po chwili staliśmy tuż przed domem. Zakołatałam trzy razy srebrną kołatką, zanim drzwi otworzył nam starszy mężczyzna.
— Witam. W czym mogę państwu pomóc? — zapytał, uśmiechając się do nas. Jego strój i zachowanie sugerowało, że jest lokajem. Nie zdziwiło mnie to, ponieważ wiedziałam, że były Ślizgon po prostu przywykł do luksusu i służby, która wyręczała go w pracach domowych. Spodziewałam się tylko, że będzie mu usługiwać skrzat domowy, a nie człowiek.
— Dzień dobry. Nazywam się Harry Potter, a to Hermiona Granger — powiedział, wskazując na mnie ręką. — Jesteśmy z Departamentu Przestrzegania Praw Czarodziejów i przyszliśmy do pana Malfoya. Czy zastaliśmy go?
— Oczywiście. Zapraszam do środka. — odpowiedział i odsunął się od drzwi, abyśmy mogli wejść. — Proszę o chwilę cierpliwości, muszę powiadomić panicza Dracona o państwa przybyciu — powiedział i odszedł w kierunku szerokich schodów, które prowadziły na piętro. Były wykonane z ciemnego drewna, najpewniej dębowego.
Weszliśmy do holu, z którego mieliśmy widok na przestronny salon połączony z kuchnią i jadalnią. W jego centralnej części pomieszczenia znajdował się ceglany kominek. Nad nim wisiał portret rodziny Malfoyów. Podeszłam do niego bliżej, aby lepiej mu się przyjrzeć. Pierwszy raz w życiu widziałam uśmiechniętą Narcyzę, z kolei Lucjusz miał jak zwykle kamienny wyraz twarzy. Draco uśmiechał się delikatnie, stojąc między rodzicami — co dziwne, nie miał na sobie czarnych ubrań tylko szare spodnie od garnituru i białą koszulę, przez co wyglądał niezwykle elegancko.
— Widać, że wciąż mu się powodzi — powiedziałam, obracając się do Harry’ego. Dom był urządzony z klasą, meble musiały kosztować majątek, większość dodatków wykonano ze srebra, a przez przeszkloną ścianę salonu można było ujrzeć piękny i ogromny ogród.
— Ginny śledzi plotkarską prasę czarodziejów i wspominała mi, że niedawno Draco założył własne wydawnictwo — odrzekł mój przyjaciel.
Zamarłam, słysząc jego słowa, jednak po chwili zaczęłam się śmiać.
— Malfoy i książki? — zapytałam, śmiejąc się coraz bardziej. —  Po ilu lampkach wina Ginny czytała tę gazetę?
— To prawda, Hermiono. A wiesz co jest najciekawsze? To wydawnictwo działa także w świecie mugoli…
— Malfoy współpracuje z mugolami?!
— Owszem. To niezwykle opłacalny biznes, Granger — powiedział głos z tyłu.
Obróciłam się i ujrzałam właściciela domu. Stał przed nami, trzymając ręce w kieszeniach popielatych jeansów. Do tego miał na sobie błękitną koszulę, w której nie zapiął pierwszego guzika. Jego włosy nie były już jasne, a skóra blada jak w szkolnych czasach. Miał też delikatny zarost. Wyglądał rewelacyjnie i wcale mi się to nie podobało.
— Od kiedy lubisz książki, Malfoy? — zapytałam z kpiną w głosie.
— Od zawsze, po prostu nigdy nie miałaś okazji mnie poznać — odpowiedział i przeniósł ciężar z jednej nogi na drugą, a ręce skrzyżował na torsie.
— Nie skusiłabym się na taki koszmar.
— Mogłabyś się zdziwić…
— Dobrze, skoro już się przywitaliśmy — przerwał mu Harry, o którego obecności przez chwilę zapomniałam — to może porozmawiamy o poważnych sprawach — zaproponował.
Odchrząknęłam, będąc zła na samą siebie, że dałam się wyprowadzić Malfoyowi z równowagi.
— Czym sobie zasłużyłem na waszą wizytę? — zapytał gospodarz, siadając na kanapie. Gestem wskazał, abyśmy usiedli naprzeciwko.
— Chodzi o twojego ojca — odpowiedział Harry, kiedy już zajęliśmy miejsce. Draco wziął do ręki karafkę stojącą na stoliku i nalał z niej wodę do trzech szklanek. Dlaczego nie użył różdżki? I dlaczego jest dla nas podejrzanie miły? Bacznie mu się przyglądałam. Nie mogłam pozwolić, aby umknęło mi cokolwiek.
— Wiadomo już, kiedy opuści Azkaban? — zapytał z lekkim uśmiechem na twarzy, a ja ujrzałam w jego oczach coś na kształt radości. Patrzyłam na niego, próbując dostrzec coś więcej. Znałam historię rodziny Malfoyów – ojciec nigdy nie okazywał swojemu synowi zbędnych według niego uczuć. Jednak ożywienie Draco sugerowało, że kochał Lucjusza i cieszył się z wizji odzyskania przez niego wolności. Czyżby nie miał nic wspólnego z  jego ucieczką?  
Napotkałam wzrok Harry’ego — wiedziałam, że pomyślał to samo co ja. Zachowanie pierworodnego syna dawnego sługi Voldemorta było dla nas ogromnym zaskoczeniem.
— Twojego ojca już tam nie ma — powiedziałam, jakby to było oczywiste. — Nie ma go tam, ponieważ uciekł.
Draco spojrzał na nas zaskoczony. Otworzył usta i wydawało mi się, że przetwarza w głowie to, co usłyszał.
— Jak to uciekł? O czym wy do cholery mówicie?! — wykrzyczał, wstając z kanapy. Złapał się za głowę i spojrzał na nas. — Przecież ucieczka z Azkabanu jest niemożliwa! To jakaś prowokacja ze strony ministerstwa?
— Uspokój się i usiądź. Przyszliśmy tutaj, aby cię przesłuchać i sprawdzić, czy nie ma tu twojego ojca — powiedział Harry. — Kiedy ostatni raz go widziałeś?
Były Ślizgon spoczął i popatrzył się na niego jak na wariata.
— Co ty odwalasz, Potter? Mojego ojca tu nie ma i doskonale o tym wiesz! Zgodził się z wami współpracować. Nie miał żadnego powodu, żeby uciekać!
— Wiesz, że musimy przeszukać twój dom. Nie mamy wyboru. Twój ojciec zbiegł i odebrał sobie szansę na złagodzenie wyroku — odpowiedział Harry. — Hermiono, wiesz co robić, ja w tym czasie sprawdzę inne pomieszczenia — powiedział, wstając, by po chwili udać się na piętro.
Patrzyłam, jak odchodzi, czując, że popełnił błąd. Jak mógł mnie zostawić z Malfoyem sam na sam?! Zwróciłam wzrok na Dracona. Wyglądał na naprawdę załamanego. O co w tym wszystkim chodzi?
— Dra… Malfoy, muszę zadać Ci kilka istotnych pytań — powiedziałam i niepostrzeżenie sprawdziłam ręką, czy mam eliksir prawdy w torebce.
Spojrzeliśmy sobie prosto w oczy, a mnie przeszły dreszcze, ponieważ jego oczy były pełne gniewu. Stały się ciemnoszare i straciły swój urok. Powiedziałam urok? Ogarnij się, Hermiono!
— Po moim trupie, Granger — warknął i teleportował się z trzaskiem.




                                                    


Betowała Agrat bat Machlat <3 

Jest i pierwszy rozdział! Dużo się dzieję. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. :D 
Czekam na opinię <3 




czwartek, 29 czerwca 2017

Prolog

Siedziałam na tarasie przylegającym do domu moich rodziców, pijąc herbatę w towarzystwie ukochanej babci i patrzyłam na pokryte żółtymi i pomarańczowymi liśćmi drzewa. Wielkimi krokami zbliżał się październik, a tym samym najważniejszy dzień w moim życiu – dzień ślubu. George’a poznałam w Hogwarcie, oboje byliśmy w Gryffindorze, mimo to różniliśmy się. Ja byłam spontaniczna i nieprzewidywalna, z kolei on spokojny i zorganizowany. Mimo wielu obowiązków związanych z pracą magomedyka, znajdował czas na grę na fortepianie. Był w tym mistrzem. Mogłabym godzinami słuchać, jak gra dla mnie. Uwielbiałam patrzeć na jego zgrabne palce, uderzające w odpowiednie klawisze instrumentu.
Jednak nie to było tematem moich rozważań. Kilka dni temu byłam świadkiem rozmowy, której nie powinnam usłyszeć…
— Odpłynęłaś. — Z zamyślenia wyrwała mnie moja babcia. Spojrzałam na nią i mimowolnie się uśmiechnęłam. Miała na twarzy wiele zmarszczek, a jej włosy były siwe, mimo to wciąż można było powiedzieć, że jest piękną kobietą. Razem z mamą często oglądałam albumy ze zdjęciami rodzinnymi, na których mogłam zobaczyć, jak babcia wyglądała w młodości. Zawsze zazdrościłam jej urody – figury idealnej klepsydry i wspaniałych gęstych włosów. Jednak najbardziej żałowałam tego, że nie miałam tak rozległej wiedzy jak ona. Mogłabym zaryzykować stwierdzeniem, że wiedziała wszystko. Zresztą pewnie nie tylko ja. W jej gabinecie stało kilkadziesiąt nagród i odznaczeń za wybitne osiągnięcia w świecie czarodziejów.
— Nie wierzę, że już za dwa tygodnie będę panią Logan — westchnęłam.
— Nie ty jedna, skarbeńku. Wydaje mi się, jakby to wczoraj Ron przybiegł do mojego gabinetu, oznajmiając mi, że właśnie urodziła się nasza pierwsza wnuczka! – powiedziała z szerokim uśmiechem na twarzy. Posmutniałam na wspomnienie dziadka. W lipcu minął rok od jego śmierci. Zawsze mogłam do niego przyjść, nawet z najmniejszym problemem. Jeżeli nie mógł go rozwiązać, to chociaż rozśmieszał. Tak, w tym był niezastąpiony.
— Babciu, mogę ci zadać pytanie? — zapytałam niepewnie.
— Technicznie rzecz biorąc, już to zrobiłaś, ale tak, możesz zadać kolejne – zaśmiała się wszechwiedząca babcia Hermiona.
— Kochałaś dziadka Rona? — Na jej twarzy ujrzałam konsternację. Musiałam ją zaskoczyć, ponieważ wszyscy uważali dziadków za wyjątkową parę, którą połączyła prawdziwa miłość.
— Oczywiście, że tak. Skąd takie pytanie, Bello?
— Teraz mi głupio. Wiem, że nie powinnam podsłuchiwać, ale… — zaczęłam mówić, jednak nie dane było mi skończyć.
— Co usłyszałaś? — Przeraził mnie jej zimny ton głosu.  Babcia od zawsze kojarzyła mi się z ciepłem i dobrocią.
— Słyszałam fragment twojej czwartkowej rozmowy z ciocią Ginny. Ja nie chciałam być wścibska. To stało się przypadkiem!
W odpowiedzi zobaczyłam podniesioną dłoń babci. Wiedziałam co oznacza ten gest – lepiej nie mówić nic więcej. Spojrzała mi prosto w oczy, a ja poczułam na ciele dreszcze.
— Wystarczy, kochanie. To, co usłyszałaś, tak naprawdę nigdy nie powinno być sekretem… Po prostu wiele lat temu popełniłam błąd.
— Czyli to prawda? — oniemiałam. Miałam nadzieję, że to, co podsłuchałam, jest nieprawdą.
— Zależy, o co konkretnie pytasz, Bello — odpowiedziała.
Serce waliło mi niemiłosiernie. Sama nie wiedziałam, czy chcę usłyszeć potwierdzenie tego, co gnębiło mnie już prawie od tygodnia…
— Czy Draco Malfoy jest moim prawdziwym dziadkiem? — zapytałam w końcu. Zamknęłam oczy, mając nadzieję, że to uchroni mnie przed odpowiedzią. Wiedziałam, kim był ten człowiek, ponieważ wujek Harry wielokrotnie opowiadał nam historię jego rodziny. Mimo tego, że Malfoyowie po wojnie odkupili swoje winy, wśród czarodziejów nadal byli uznawani za złoczyńców.
— Tak, Bello.
— Jakim cudem?! — Zerwałam się z  ławki i spojrzałam na nią z niedowierzaniem. — Mama o tym wie?
Hermiona Weasley – najodważniejsza czarownica, jaką znałam, spuściła głowę w dół i nie odezwała się ani słowem. Walczyła w bitwie o Hogwart, a wcześniej przez tyle lat pomagała Harry’emu Potterowi przetrwać walkę z Lordem Voldemortem. Teraz musiała zmierzyć się z własną przeszłością.
— Dlaczego jej nie powiedziałaś? — zapytałam z wyrzutem w głosie.
— Rose pamięta Rona jako swojego ojca i nie chciałam tego zmieniać — odpowiedziała po dłuższej chwili. Spojrzałam prosto w jej oczy. Zobaczyłam ból i przerażenie. Jednak musiałam poznać całą prawdę.
— Dlaczego zdradziłaś dziadka? — postawiłam kolejne trudne pytanie, czując, że w moich oczach gromadzą się łzy. Zawsze uważałam kobietę siedzącą przede mną za autorytet. To wszystko zmieniło się w jednej chwili…
— Nigdy nie zdradziłam twojego dziadka! Kochałam go! Jak mogłabym zrobić coś takiego? — Babcia spojrzała na mnie ze smutkiem w oczach.
— W takim razie ja nic już z tego nie rozumiem — powiedziałam, opierając głowę na dłoniach.
— To wszystko wydaje się  skomplikowane, ale tak naprawdę to po prostu długa historia kobiety, która się zakochała i popełniła kilka błędów…
— Chcę znać twoją prawdziwą historię. Chcę ją usłyszeć twoimi słowami.
— Dobrze, kochana. Ale uprzedzam, że to może trochę potrwać.
— Mamy czas — odpowiedziałam.
— W takim razie zaczynajmy — powiedziała, a ja spojrzałam na nią, mając nadzieję, że wreszcie poznam całą prawdę.





                                                       

Betowała wspaniała Agrat bat Machlat <3 

Prolog za nami. Jak się podobał? Dajcie znać w komentarzach! :)