czwartek, 6 lipca 2017

Rozdział 2

Siedziałam na biurku w gabinecie Harry’ego, a on sam przechadzał się po pomieszczeniu. Zawsze tak robił, kiedy intensywnie myślał. Wzrok miał skierowany w dół, a dłońmi co chwilę poprawiał grzywkę opadającą na czoło. Ginny od miesiąca próbowała go zaciągnąć do fryzjera, ale on był uparty jak osioł. Fotel Pottera zajmował Ron, który zasłonił twarz dłońmi, jakby chciał się przed nami ukryć. Po chwili odsłonił ją, a do ręki wziął leżące na biurku listy gończe. Na jednym z nich znajdowała się twarz Lucjusza, a na drugim Dracona Malfoya. Cały kraj wiedział, że są poszukiwani. Od ucieczki młodszego mężczyzny minęło wiele godzin. Słońce zdążyło już zajść za horyzont, a my zapaliliśmy światło, aby móc pracować, jednak w ogóle nam to nie wychodziło. Czuliśmy się kompletnie bezradni i sfrustrowani tym wszystkim. Próbowaliśmy rozgryźć tę zagadkę, a ja dalej nie mogłam sobie darować, że dałam zwiać tej tchórzofretce. Sprawa była beznadziejna – przesłuchaliśmy kilkanaście osób, w tym służbę Malfoyów, jednak nawet po podaniu veritaserum nie dowiedzieliśmy się niczego, co pomogłoby nam w ich odnalezieniu. Mężczyźni rozpłynęli się w powietrzu. Pozostało nam tylko czekać, aż wydarzy się coś jeszcze gorszego. Czy Lucjusz okłamywał nas cały czas? Może nigdy nie chciał opuścić Azkabanu i wrócić do rodziny? Zadawałam sobie wiele pytań, ale nie umiałam odpowiedzieć na żadne z nich. 
— Ta gnida musiała wiedzieć, że jego ojciec planuje ucieczkę. Na pewno mu w niej pomógł — powiedział mój rudowłosy przyjaciel.
— Załóżmy, że masz rację, ale w jaki sposób to zrobili? Doskonale wiesz, że Azkaban jest pilnie strzeżony — odpowiedziałam, patrząc mu w oczy.
— Najwidoczniej niezbyt dobrze — stwierdził z kwaśną miną na twarzy.
— Ron, sugerujesz, że system, który sami stworzyliśmy, jest zły? — zapytałam, podnosząc ton głosu. Zaczynałam się coraz bardziej denerwować.
— Hermiono, uspokój się. Kłótnia w niczym nie pomoże — wtrącił Harry, zanim chłopak zdążył mi odpowiedzieć. — Malfoya nie ma w więzieniu i, choć to trudne, musimy się przyznać do porażki.
Spojrzałam na niego, w głębi duszy wiedząc, że ma rację. Posmutniałam jeszcze bardziej.
— Sądzicie, że znowu wybuchnie wojna? — zapytałam cicho, czując, że łzy napłynęły mi do oczu. Widmo kolejnych walk, ludzi oddających życie za wolny świat, osieroconych dzieci, nieszczęścia, przelanych łez i cierpienia było przerażające. Na samą myśl przechodziły mnie ciarki. Wciąż nękały mnie koszmary związane z Voldemortem i bitwą o Hogwart. Wiedziałam, że mają je także Ron i Harry. Zresztą nie tylko oni.
Przyjaciele spojrzeli na mnie ze smutkiem. Ich milczenie było dla mnie wystarczającą odpowiedzią. Spodziewaliśmy się wszystkiego. Skoro Malfoyowi udało się uciec z Azkabanu, to nie mógł działać w pojedynkę. Zakładałam, że nie pomógł mu w tym jedynie syn, ale grupa dobrze zorganizowanych osób, które znały więzienie od podszewki. Tylko w taki sposób mogli go uwolnić. Pytanie było jedno. Do czego dążą ci ludzie? Bo z pewnością uwolnienie Lucjusza to dopiero początek.
— Musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby rozwiązać tę sprawę — powiedział Harry, patrząc mi prosto w oczy. — Prędzej zginę, niż pozwolę na to, aby śmierciożercy znów zawładnęli światem czarodziejów.
Wymieniliśmy z Ronem szybkie spojrzenie. Oboje wiedzieliśmy, że nasz przyjaciel da z siebie wszystko, a my mu w tym pomożemy. Nie możemy dopuścić do kolejnej wojny.
— Dobra nie ma sensu tu dłużej siedzieć. Jest już późno, i tak nic nie wymyślimy, a rano będziemy potrzebować energii do działania — powiedział Harry.
— Masz rację. Wszyscy jesteśmy wykończeni. Potrzebujemy snu — stwierdziłam i wstałam z biurka. — Ucałuj ode mnie Ginny, Harry.
— Jasne — powiedział i przytulił mnie na pożegnanie.
— A ty Ron, pozdrów Amelię. Musisz nam ją w końcu przedstawić! — zaśmiałam się i jego również uściskałam. — Do zobaczenia rano, chłopcy!
Wyszłam z gabinetu Pottera, wiedząc, że moi przyjaciele pójdą jeszcze do domu Harry’ego napić się ognistej whiskey. Zawsze to robili, kiedy znajdowali się w podbramkowej sytuacji. Ja nigdy w tym nie uczestniczyłam, ponieważ nie przepadam za mocnym alkoholem, a poza tym oni potrzebowali takich typowo męskich spotkań.


*

Wykończona weszłam do mojego mieszkania. Rzuciłam torebkę na komodę w korytarzu, zdjęłam buty na obcasie i przeszłam do sypialni. Położyłam się na łóżku i potarłam zmęczone oczy. Mój mózg zdecydowanie nie ogarniał tego, co się dzisiaj wydarzyło – wiadomość o ucieczce Lucjusza Malfoya z Azkabanu, wizyta w domu Draco i nieudana próba przesłuchania go, zakończona jego teleportacją. Jak mogłam pozwolić mu zwiać sprzed mojego nosa?! Bezczelny i ignorancki chłoptaś. Zadawałam sobie wiele pytań. Zastanawiałam się, co jeszcze można zrobić w tej sprawie. Narcyza była pod stałą obserwacją, podobnie jak posiadłości obu mężczyzn. Jeżeli tylko się tam pojawią albo spróbują choćby skontaktować się z kobietą, dowiemy się o tym pierwsi. Nowe wydanie Proroka Codziennego zawierało krótką instrukcję, która informowała, jak się zachować na wypadek spotkania byłych śmierciożerców. Listy gończe wisiały w całym kraju. To wszystko, co mogliśmy zrobić.
Od intensywnego myślenia zaczęła mnie boleć głowa. Wstałam z łóżka i udałam się do kuchni, aby napić się zimnej wody. Pomieszczenie urządziłam samodzielnie. Białe meble, granitowe blaty, a po środku niebieska wyspa kuchenna. Chciałam, aby się wyróżniała, a kuchnia nie była dzięki temu nudna i jednokolorowa. Nalewałam sobie napoju, kiedy usłyszałam trzask teleportacji. Obróciłam się, a szklanka wypadła mi z dłoni. Przede mną stał Draco Malfoy. Odruchowo wyciągnęłam różdżkę z kieszeni jeansów i wymierzyłam ją w jego stronę. Serce waliło mi tak mocno, jakby zaraz miało wyskoczyć z piersi.  
— Zabierz mnie do ministerstwa, Granger — powiedział hardo, patrząc mi w oczy.
Otworzyłam usta ze zdziwienia. Jaja sobie robił?
— Co mam zrobić? — zapytałam zaskoczonym głosem. Patrzyłam na niego i nie mogłam uwierzyć w to, co powiedział. Draco Malfoy chce się dobrowolnie poddać?
— Granger, zabierz mnie z łaski swojej do ministerstwa na to cholerne przesłuchanie i przestań we mnie celować różdżką — odpowiedział, mówiąc wolno i wyraźnie, jakbym była obcokrajowcem i nie mogła go zrozumieć.
— To jakaś prowokacja? Co ty do cholery odwalasz, Malfoy?
— Moja cierpliwość się kończy, kochanieńka. Zabierzesz mnie tam, czy mam wrócić do domu i tym samym oddać się w ręce aurorów?
Cholera. Wiedział, że jego posiadłość jest pod stałą obserwacją ministerstwa. Zresztą nietrudno było się tego domyślić. Stał przede mną w tym samym ubraniu, które miał na sobie rano, jednak nie wyglądał już tak elegancko. Koszula była brudna i podziurawiona, a w jego blond włosach widziałam trawę. Gdzie on się podziewał przez tyle czasu? Popatrzyłam na niego jeszcze raz. Wydawał się zdegustowany moim ociąganiem się.
— Jak sobie życzysz, paniczu Malfoy — powiedziałam drwiącym głosem i machnęłam różdżką, a wyczarowany sznurek związał mu ręce.
Zobaczyłam zaskoczenie w jego oczach, najwidoczniej nie tego się spodziewał. Ponownie machnęłam różdżką i wysłałam patronusa do Harry’ego — Mam Malfoya Juniora, za 10 minut w twoim gabinecie. Podeszłam do niego i położyłam rękę na jego ramieniu. Poczułam, jak przechodzą go dreszcze spowodowane moim dotykiem i obrzydzeniem. Skupiłam się i teleportowałam razem z Malfoyem do ministerstwa.

*

Draco siedział przed nami na drewnianym krześle związany magicznymi węzłami. Ja, Harry i Kingsley Shackelbolt staliśmy naprzeciwko, dalej nie potrafiąc uwierzyć, że mężczyzna dobrowolnie oddał się w nasze ręce.
— Gdzie jest twój ojciec? — zapytał wprost Potter. Widać było, że jest już zmęczony tą dziwną sytuacją, dlatego nie owijał w bawełnę.
— Nie wiem — odpowiedział Malfoy. Jego twarz miała zupełnie obojętny wyraz, ale nie uciekał wzrokiem. Patrzył prosto na nas. Miałam poczucie, że przeszywa mnie swoim spojrzeniem.
— Kłamiesz — powiedziałam, zanim Harry zdążył ponownie otworzyć buzię.
— Granger, naprawdę sądzisz, że byłbym tutaj, gdybym wiedział, gdzie jest mój ojciec? — zapytał mężczyzna drwiącym głosem.
Spojrzałam na niego nieufnie i odwróciłam wzrok w stronę moich kompanów.
— Załóżmy, że mówisz prawdę — stwierdził minister — ale dlaczego uciekłeś ze swojej posiadłości, kiedy panna Granger chciała cię przesłuchać?
— Musiałem coś sprawdzić — odpowiedział krótko, ale zauważyłam, że zawahał się przy odpowiedzi.
— Co takiego? — zapytał Kingsley, podchodząc bliżej do uciekiniera.  
Na to pytanie nie usłyszeliśmy odpowiedzi. Próbowaliśmy go zmusić do mówienia, ale był niezwykle uparty.
— Dobra, to przestało być śmieszne. Po co przylazłeś do mojego mieszkania i kazałeś się tu zabrać, skoro teraz nie chcesz nic powiedzieć? — zapytałam, patrząc na niego gniewnym wzrokiem.
— Jeżeli mnie uwolnicie, to zobaczycie odpowiedź.
— Słuchaj, Malfoy… — zaczęłam mówić, ale przerwał mi Harry, łapiąc mnie za ramię.
— Jak to zobaczymy? — zapytał Potter, a ja spojrzałam na niego zaskoczona. Faktycznie, Draco użył tego słowa, ale tak mnie zdenerwował swoim idiotycznym zachowaniem, że w pierwszej chwili to do mnie nie dotarło.
— Rozwiąż mnie, a sam się przekonasz — odpowiedział były Ślizgon.
 Automatycznie ja i mój przyjaciel spojrzeliśmy na ministra. Do niego należała decyzja. Kingsley zastanawiał się przez chwilę. Tak jak i my nie miał pojęcia, w co gra Malfoy. Jednak najwyraźniej uznał, że to jedyna szansa, aby się dowiedzieć o co w tym wszystkim chodzi, bo po chwili machnął ręką i nasz  był wolny.
— Nareszcie — stwierdził Draco i wstał z krzesła. Odruchowo dotknęłam swojej różdżki, by być gotowa na atak z jego strony. Mężczyzna ruszył powoli w naszym kierunku. Nikt z nas nie wiedział, co zamierza zrobić. Przez chwilę miałam wrażenie, że zaatakuje, ale ominął mnie z prawej strony i podszedł do biurka. Usiadł przy nim, wziął do ręki kawałek pergaminu i pióro. Spojrzałam na Harry’ego. Zmrużył oczy i uważnie wpatrywał się w Malfoya. Z kolei Kingsley spoczął naprzeciwko Dracona. Chłopak napisał kilka słów, po czym przesunął kartkę w stronę ministra. Ten chwycił ją i przeczytał. Zobaczyłam, jak mężczyzna pobladł i podparł głowę ręką.  Nigdy nie widziałam go w takim stanie. Co takiego napisał? Wyrwałam pergamin z dłoni Shackelbolta i zobaczyłam napisane starannym pismem słowa „W ministerstwie jest szpieg i podsłuch”. Otworzyłam szeroko oczy, a to, co trzymałam w dłoni, powoli upadło na podłogę. Harry, który jako jedyny nie wiedział, o co jeszcze chodzi, podniósł kartkę i  również ją przeczytał.
— Skąd mam mieć pewność, że to prawda? — zapytał Potter. Wszyscy spojrzeliśmy ponownie na Malfoya.
— Wiem, że to brzmi irracjonalnie, ale musisz mi uwierzyć. Przynajmniej na razie, a teraz najlepiej będzie, jeżeli udacie się ze mną w pewne miejsce — powiedział i wstał z krzesła. Poszedł do mnie i Harry’ego i spojrzał na nas z nadzieją w oczach. Wyglądało to tak, jakby naprawdę mu na tym zależało.
— Jeżeli z tobą pójdziemy, to wyjaśnisz nam w końcu, co się dzieje? — zapytał chłopak z blizną w kształcie błyskawicy.
— Tak — odpowiedział krótko Ślizgon.
Dawni wrogowie popatrzyli sobie prosto w oczy. Dzieliło ich wiele, jednak łączyło jedno – obaj byli niezwykle uparci i dążyli do celu za wszelką cenę. Czarnowłosy chłopak pierwszy zerwał kontakt wzrokowy i odwrócił się stronę ministra.
— Ja i Hermiona pójdziemy z Malfoyem. Lepiej, żebyś ty tu został. Jesteś bardziej potrzebny społeczeństwu czarodziejów niż my — powiedział Potter, zerkając na mnie. Oboje nie ufaliśmy Draconowi, ale nie mieliśmy wyboru, jeżeli chcieliśmy poznać prawdę. Miałam tylko nadzieję, że to nie jest pułapka. Zachowanie mężczyzny było co najmniej dziwne. Chociaż nie mogłam powiedzieć, że kiedykolwiek uważałam go za normalnego. Kingsley spojrzał na niego niepewnie.
— Wolałbym wysłać z wami kilku aurorów ze względów bezpieczeństwa — odpowiedział minister, patrząc nieufnie na byłego Ślizgona. 
— Zgadzam się tylko na Pottera i Granger — powiedział Malfoy.
Był bardzo pewny siebie. Stał wyprostowany i mierzył wzrokiem ministra. Wiedziałam, że Kingsley musi mu ustąpić, jeżeli chcemy rozwiązać tę zagadkę.
— Damy sobie radę — rzucił Harry i uśmiechnął się do szefa, który od wielu lat był również naszym przyjacielem.
— Macie wrócić żywi. To rozkaz, Potter — odpowiedział, lekko się uśmiechając. Jednak oboje czuliśmy, że nie ma pewności, czy to dobry pomysł, abyśmy sami poszli w Malfoyem w nieznane nam miejsce. Minister wyszedł z gabinetu Harry’ego, zostawiając nas samych ze Ślizgonem.
— Wykorzystamy teleportację łączną z wiadomych względów — powiedział Draco i wyciągnął przed siebie ramię.
Harry pierwszy położył dłoń na jego ramieniu. Ja wciąż się wahałam, ale kiedy zobaczyłam, że obaj na mnie patrzą, dotknęłam Malfoya. Znów poczułam, jak przechodzą go dreszcze. Jednak tym razem przeszły i mnie. Kompletnie mi się to nie podobało.

*

— Twój dom? — zapytałam ze zdziwieniem, kiedy po teleportacji wylądowaliśmy w salonie, w którym byłam dzisiaj rano. Patrzyłam wprost na portret rodzinny Malfoyów.
— Tak, to jedyne bezpieczne miejsce, w którym mogę wam wszystko wyjaśnić — odpowiedział Draco. — Arturze! — zawołał i po chwili pojawił się kamerdyner, którego już poznaliśmy.
— Słucham, paniczu Malfoy. W czym mogę pomóc? — zapytał mężczyzna, kiedy stanął przed nami.
— Przygotuj dla nas wszystkich kolację, to był długi dzień. Na co macie ochotę? — spytał, patrząc na nas.
— Pytasz nas, co chcemy zjeść w domu naszego dawnego wroga? Naprawdę cię nie poznaję, Malfoy — stwierdziłam, sama nie wiedząc, co mam myśleć o postawie Ślizgona. 
— No właśnie, Granger. Dawnego wroga — powiedział i westchnął. — Harry, to może ty mi odpowiesz na moje pytanie?
Chłopak spojrzał na niego szeroko otwartymi oczami, a mnie szczęka opadła aż do samej ziemi. Malfoy pierwszy raz w życiu zwrócił się do któregoś z nas po imieniu. Do tej pory używał wobec nas jedynie obraźliwych epitetów czy przezwisk.
— Dobra, widzę, że żadne z was nie ma ochoty odpowiedzieć na moje pytanie. Arturze, każ Eleonorze ugotować coś dobrego — powiedział młody mężczyzna, a kamerdyner kiwnął głową i odszedł w stronę kuchni. Kobieta o której wspomniał, musiała być jego kucharką. Coraz bardziej dziwiłam się, że w jego domu nie ma skrzatów domowych. — Siadajcie — rzekł i wskazał nam ręką kanapę. Odczuwałam silne déjà vu, w końcu byliśmy w tym samym miejscu  jeszcze kilka godzin temu.
Usiedliśmy obok siebie. Oboje wciąż byliśmy w szoku, że Draco zwrócił się do Harry’ego po imieniu, ale musieliśmy się na nowo skupić. Należało uważnie go obserwować i przygotować się na każdą ewentualność.
— Pewnie wszyscy sądzą, że mój ojciec uciekł z Azkabanu i ma niecne plany co do świata czarodziejów — zaczął Malfoy, patrząc na nas i czekał na reakcję z naszej strony.
— Dziwisz nam się? — spytał Harry. — Lucjusz był śmierciożercą, wspierał Voldemorta. Przyczynił się do śmierci wielu czarodziejów.
— Chciał zmienić swoje życie i zgodził się na współpracę z ministerstwem… — zaczął Draco.
— Ale jak widać, nie ma go tutaj — przerwał mu Potter.
— Owszem, nie ma go tutaj ani w Azkabanie. Wiesz czemu? — zapytał syn zbiega.
— Hm, zastanówmy się… Czyżby dlatego, że uciekł? — spytał Harry z sarkastycznym uśmieszkiem na twarzy.
— Mój ojciec nie uciekł. On został porwany.






                                                                       

Kolejny rozdział za nami! Jak Wam się podobało? Sądzicie, że Malfoy naprawdę został porwany? ^^

Betowała: Agrat bat Machlat  <3 

4 komentarze:

  1. Świetnie piszesz <3 życzę dużo weny na kolejny jakże wspaniały rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przerwac w takim momencie?😮 Sądzę że Draco coś knuje a moze nie? Mam nadzieję ze niedlugo się okaże co stało sie z Lucjuszem. Jestem bardzo ciekawa co będzie dalej. Rozdział świetny. Życzę weny ❤

    OdpowiedzUsuń